Słownik polsko-włski 

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla słów: Słownik polsko-włski





Temat: Jak zapamietujecie nowe slowka?
Tnę kartki na karteluszki 4:5 cm około i po jednej stronie piszę po polsku a po
drugiej tłumaczenie. I codziennie przetasowuje tą kupkę, jak odpowiem dobrze to
krecha, jak nie to nie ma krechy. Kiedy nazbiera się 5 kresek z tłumaczenia
polski na jakiśtam, to odwracam kupkę i zaczynam kreskowanie w odwrtoną stronę.
gdy nazbiera się tutaj z kolei 5 kresek, to takie wyrażenie wyrzucam, ale już
niemal na 100% pamiętam go na b. długo. W ten sposób nauczyłam się 5 języków,
ale nadal mam braki więc nadal stosuję tą metodę. Jeśli ktoś zna wiele języków
to b. dobrze jest dać spokój sobie z polskim tłumaczeniem po jednej stronie
kareluszki, tylko od razu, np. po jednj angielski, a po drugiej stronie
chiński ;) Ważne żeby ten angielski w tym przypadku być znany nam bardzo
dobrze. A już taka operacja jak po jednej stronie włoski (znany b.dobrze) a po
drugiej francuski( znany nie za bardzo) to ogromne przyspieszenie uczenia się,
jako że te dwa języki mają słownictwo trochę podobne. Jeden plus że szybciej
uczymy się na zasadzie podobieństwa, drugi plus, że nie mylą nam się te dwa
języki.

*



Temat: Jestem rentierem i nudzę się
Dziękuję za uwagi.
Jak w każdej dziedzinie tak i w językach obcych można pewnie wyróżnić stopnie uczniowskie i mistrzowskie.
Angielski znam biernie. Ze słownikiem tłumaczyłem fachowe teksty.
Po rosyjsku czytuję literaturę piękną (najchętniej Czechowa) ale w rozmowie z Rosjaninem widzę swoje braki, polski akcent, złe udarjenie itd.
Na forum był taki wątek pt.iloma językami władacie. Kobiety prześcigają się w nauce języków. Ja tego nie potrzebuję. Nie jest mi do niczego potrzebny niemiecki, włoski, czy francuski.
Nie biorę udziału w wyścigu szczurów.





Temat: Przypadek beznadziejny?
> a może to po prostu nastawienie do danego języka, uczniowie
wmawiają
> sobie że trudny, że skomplikowany, że złe ćwiczenia, niefajny
> nauczyciel, ogólnie dziwny język i już - podświadoma blokada nie
do
> przejścia?

W moim przypadku chyba nie. Włoski, po pierwsze, bardzo mi się
podoba, uwielbiam tandetne włoskie piosenki, znam je na pamięć i
nawet kiedyś miałam zacięcie na siedzenie ze słownikiem i
tłumaczenie sobie tekstów. Po drugie, od wielu osób słyszałam, że
jest prosty (przyznaję - wyjątkowo skomplikowany nie jest). Uczyłam
się kiedyś przez kilka tygodni z anglojęzyczną grupą i z podręcznika
przeznaczonego dla osób anglojęzycznych (a więc wszystko
wytłumaczone jak krowie na zakręcie) i wspominam miło, ale już
wtedy było mi ciężko, i choć sytuacja dla Polaka powinna być
komfortowa zdecydowanie nie byłam w tej grupie prymuską:). Następne
podejście (w Polsce) było już dużo mniej przyjemne - winą obarczam
lektorkę i jej dramatyczny warsztat metodyczny, a raczej jego
zupełny brak. Na tym moja przygoda z włoskim się zakończyła.

16%VOL
22%VAT




Temat: Ki beszél itt magyarul? -Wegierski
Sunday Ty jak zawsze jestes nieoceniony:))))))dzieki za te wszystke
update,kawal swietnej roboty.Ten podrecznik Pontifex jest dobry,lubie go,choc
ostanio znajomy wegier przyslal mi slownik wegiersko polski i jakos latwiej mi
jest uczyc "z polskiego",ciekawe to jest:)))))))W ogole to tak troche
zaniedbalam ostanio ten wegierski na korzysc wloskiego,oj,oj,oj, ide na
latwizne,niedobrze heheh.
Millefiori pewno juz w Budapeszcie,ale jestem ciekawa jak jej tam idzie,a Ty
Sunday kiedy masz wypadzik wakacyjny zaplanowany?U mnie upaly takie ze szkoda
gadac,ponad 30 stopni,czyli weszlismy w typowe letnie miesiace dla tego
rejonu.Ja tam lubie tak,wole od zimna.Pozdrowka,odezwijcie sie zawsze , sunday
serdecznosci i dla millefiori tez:)))))))))))))))))




Temat: Siatkarze z Włochami w ćwierćfinale
januszekb1 napisał:

> Tylko w polskich mediach polacy w razie zwycięstwa z Włochami
> trafiają na Brazylię.Na Stronach Eurosportu jak i Niemieckich i
> włoskich telegazetach trafiamy na USA lub Serbię.Komu wieżyć?

komu co? chyba wierzyć? bo od wiara! wymienia się! więc najlepiej
nikomu nie wieŻ! bo wieżę to się cięszko stawia, jeszcze zależy jaka
jest wysoka! hahahaha :D

polecam:
Wł. Kopaliński Słownik języka polskiego (twojego ojczystego jak
mniemam!)



Temat: Język węgierski
Oczwiście że takie słowniki istnieją, dużo trudu trzeba sobie natomiast zadać,
aby je zdobyć. Na początku studiów znalazłam w jednym z krakowskich
antykwariatów kieszonkowy dwutomowy słownik Varsányiego, a niedługo potem
Wielki Słownik węgiersko-polski oraz polsko - węgerski. Niedawno w Poznaniu
wydano węgiersko-polski słownik tematyczny, który polecam ze względu na
aktualne słownictwo. Są też słowniki specjalistyczne (polsko-węgierski słownik
ekonomiczny z lat 90-tych oraz techniczny z lat 60-tych), niestety mocno
zdezaktualizowane. W wielkim słowniku pod red. Reyhmana jest sporo błędów, ale
i tak jest to NAJNOWSZA (o ironio najmłodsze egzemplarze ukazały się w połowie
lat 80-tych), najobszerniejsza i podstawowa pozycja każdego hungarysty.
Istnieje też coś takiego, jak słownik turystyczny w okładce koloru lila, ale
formy gramatyczne podane są nieco dziwne.
Całkiem niedawno ukazał się na Węgrzech kieszonkowy słownik węgiersko-polski i
polsko-węgierski (Kossuth Kiadó) wzbogacony o nowszy materiał leksykalny. Można
też nabyć wielojęzyczny (niemiecki, angielski, francuski, włoski, hiszpański,
portugalski, holenderski, swedzki, polski, czeski, węgierski) słownik
techniczny oraz bodajże medyczny.




Temat: czy są polacy którzy ożenili się z włoszką ?
wydaje mi sie ze pani celeste zawadzka, ktora jest tlumaczem, i napisala
slownik podreczny polsko wloski wyszla za polaka, bo jak inaczej wytlumaczyc
jej nazwisko... aha, chyba ten slownik to napisala nawet razem z mezem.




Temat: Kursy jezyka wloskiego !!!!
Wloskiego najlepiej nauczyc sie samemu: dobry podrecznik, programy TV, plyty z
piosenkami, jakas strona w Internecie. Ja zaczelam sie uczyc w Polsce, ale we
Wloszech nawet do podrecznika nie zagladam / do slownika 5 razy w roku /. Uszy
szeroko otwarte!



Temat: "Kuchnia" pytania i wątpliwosci
>co prawda polską pisownię włoskiego słowa "canelloni" określa nasz słownik
> ortograficzny ale dopiero od niedawna.<
O rany! Ale argument!



Temat: Tajemnica nowego fiata z Tychów
Tajemnica nowego fiata z Tychów
Nowy model fiata, który będzie produkowany w Tychach, został
ochrzczony "Gingo". Na razie nikt nie wie, co oznacza nowa nazwa
Nazwę ujawnili przedstawiciele Fiata podczas trwających właśnie targów
samochodowych w Genewie. Model, który ma zastąpić seicento i pandę, był
wcześniej znany jako "Projekt 169".
Nowa nazwa zaskoczyła Wiesławę Pawłowską z biura prasowego Fiat Auto Poland
SA. - Dowiedziałam się o tym z internetu. Nasz rzecznik jest w Genewie i
jeszcze nie kontaktował się z nami - mówi Pawłowska. Przyznaje, że nazwa
samochodu jest "fonetycznie nieciekawa". Tłumaczy, że powinno się ją
czytać "dżingo", ale z niczym jej się to nie kojarzy.
- Inne nazwy były dość jasne. Wiadomo, że Siena to miasto we Włoszech, a
Palio to nazwa wyścigów konnych - dodaje pani Wiesława. W końcu postanowiła
sięgnąć do słownika polsko-włoskiego (Pawłowska zastrzega, że ma bardzo dobry
słownik), ale nie znalazła tam tego słowa.
- Jest tylko gingillo, czyli breloczek, albo świecidełko, ale chyba nie o to
chodzi - mówi Pawłowska. Obiecała, że postara się wyjaśnić znaczenie nazwy u
swoich kolegów w Turynie. Po godzinie zadzwoniła do nas, ale nie miała
dobrych wieści. - Pytałam w Turynie. Włochom ta nazwa też się z niczym nie
kojarzy. Może gdy nasz rzecznik wróci z Genewy, uda się coś wyjaśnić - dodaje
Pawłowska.
Nam udało się znaleźć w internecie ślady "gingo". Okazuje się, że jest to
ekstrakt z liści miłorzębu dwuklapowego, który poprawia zdolność myślenia i
koncentrację. W Japonii istnieją także gatunki sake, które w nazwie mają
człon "gingo". (Gazeta Wyborcza)




Temat: nauka wloskiego od podstaw samemu -czy to ,mozliwe
Oczywiście, można nauczyć się włoskiego samemu w Polsce, trzeba tylko mieć
silną motywację, dobry słownik (większy od kieszonkowego) oraz dostęp do źródła
języka pisanego (polecam Internet) i mówionego. W tej ostatniej roli najlepsze
są programy telewizyjne z wyraźną wymową, np. dzienniki, zagraniczne filmy
dubbingowane i serial „Incantesimo” (dobra dykcja i powolna akcja). Ja
zaczynałam od zera. Na początek przerobiłam kurs „Włoski w 30 dni” z 1 kasetą.
Może być jakikolwiek samouczek, byle z nagraniami (chodzi o wejście w temat),
dało mi to ok. 200 najpotrzebniejszych słów, zasady pisowni i wymowy oraz
minimum gramatyki. W następnym etapie przeszłam do nagrywania na magnetofon
programów telewizyjnych. Każde nagranie przesłuchiwałam następnie ze słownikiem
rozszyfrowując słowo po słowie i zdanie po zdaniu, czasem po kilka razy. Ważne:
starałam się ćwiczyć codziennie, choćby po 5 minut. Do tego tłumaczenia tekstów
z Internetu (głównie gazety i strony RAI): na początku wybierałam artykuły
krótkie i konkretne, np. o wypadkach, streszczenia filmów itp. Było to dość
nużące, zwłaszcza że nie od razu widziałam efekty, przy pierwszym słuchaniu
audycji wszystko zlewało się w jedno blablabla, ale po jakiś 3 miesiącach
zaczęłam zaczęłam wyłapywać najpierw pojedyncze słowa, potem frazy, a wreszcie
sens całości. Wtedy można już zacząć korzystać ze wszystkich możliwych źródeł
włoskiego, np. piosenek, książek i czasopism, radia, programów rozrywkowych,
forów internetowych. Cenną pomocą, i to nawet na wczesnym etapie, może być
audycja włoska w Radiu Bis „Czat poliglotów”, we wtorki od 9 do 11. Po 2 latach
takiej nauki pojechałam do Włoch i stwierdziłam, że: rozumiem wszystkie napisy
i potrafię się porozumieć (wiem co do mnie mówią i odwrotnie), rozumiem nawet o
czym mówią ludzie mijani na ulicy (chyba że mówią dialektem). Oczywiście daleko
mi do biegłej znajomości języka, z pewnością mam fatalny akcent, nie
podyskutowałabym o filozofii czy sztuce, ale do tego trzeba by pomieszkać parę
lat na miejscu. Podsumowując: ucząc się samemu można opanować duży zasób słów i
zwrotów, nauczyć się rozumienia języka mówionego i pisanego, gorzej z gramatyką
(chyba że przerobisz podręcznik), a zwłaszcza z mówieniem. Z drugiej strony
wydaje mi się, że na zorganizowanych kursach również uczą głównie biernej
znajomości języka plus ćwiczenia gramatyczne. W każdym razie najtrudniej jest
zacząć. Powodzenia!



Temat: Ikonografia
Ikonografia - garść wskazówek
Pytań niewiele, a w odpowiedzi można książkę napisać!
Zacznę od kwestii najbardziej szczegółowych: autor referatu anonsowanego na
wstępie będzie miał wystąpienie na podobny – choć nieco zawężony – temat
podczas II Kongresu Mediewistów Polskich: Paweł Freus, Ikonografia
Wniebowzięcia Marii na Śląsku w średniowieczu. Więcej szczegółów:
www.umcs.lublin.pl/medii_aevi/index.html?m=1&akcja=art&id=10085701
Streszczenia referatów bywają publikowane w „Biuletynie Historii Sztuki” o ile
autor takowe sporządzi (i dostarczy), a redakcja zechce je zamieścić. Ale można
się spodziewać, że gdzieś swój tekst upchnie w całości; jest też bardzo
prawdopodobne, że ukażą się materiały posesyjne Kongresu.
Podczas wspomnianego Kongresu wyniki swych prac przedstawi także Jacek Dębicki
i do ikonografii wniebowzięcia powinny one wnieść inspirujące impulsy.
W tej chwili dostępna jest książka Obrazy asumpcjonistyczne malarstwa
małopolskiego drugiej połowy XV i początku XVI wieku o. Efrema A. Obruśnika.
Istnieje też dwutomowe opracowanie ikonografii Marii w polskiej sztuce
nowożytnej.
Przegląd słowników ikonograficznych (powszechnych; polskiego brak. Jakąś
protezą może być Chwalisława Zielińskiego Sztuka sakralna) podawany jest na I
roku studiów, więc radzę pożyczyć notatki od pilniejszego kolegi. Ewentualnie
poszukać wskazówek bibliograficznych w internecie.
Z opracowań podstawowych – warto sięgnąć do przekładu prac Panofsky’ego Studia
z historii sztuki (albo skorzystać z oryginałów – niemieckich i angielskich; na
pewno jest przekład czeski, z całą pewnością francuski, włoski etc.).
Ostatnio ukazał się przekład podstawowych dla kształtowania ikonografii
traktatów średniowiecznych: Fizjolog i Aviarium. Średniowieczne traktaty o
symbolice zwierząt. Przekład i oprac. S. Kobielus. Kraków 2005.
Szczegółowych studiów ikonograficznych nie sposób tu zestawić. Nawet polskich
prac ukazało się bez liku. Zachęcam do przeniesienia tej dyskusji na forum
Mediewistyka polska (www.mediewistyka.net/forum/index.php)




Temat: Z historii opolskiego PRL-u. Zabójstwo żołnierz...
Naukowcy mają to do siebie, że najprostsze rzeczy potrafią skomplikować czy
wręcz zagmatwać.
Kolaboracja - to współpraca i takie jest znaczenie tego słowa.Dziś we włoskich
filmach czy programach TV pojawia się na końcowych napisach termin kolaborazione
i Polakowi przechodzą ciary po plecach cóż to za sraszna rzecz.W świadomości
językowej Polaków kształtowanej po wojnie za PRL-u kolaboracja utrwaliła się
jako współpraca z wrogiem - zdrada.Dziś gdybym powiedział, że idę się przywitać
ze swoimi kolaborantami(współpracownikami) poczytane by mi to było przez wielu
za błąd językowy.PRL ustalił bowiem kto jest wrogiem z którym kolaborowano i
wymienił Niemcy, Włochy i Japonię, co widać nawet w starszych wydaniach
słowników wyrazów obcych.Z ZSRR łączyło nas braterstwo i owocna współpraca, co
też ustalił PRL i tak kształtował naszą świadomość językową.Kto odebrał rzetelne
peerelowskie wykształcenie nie powie o kolaboracji z CCCP.Tymczasem jak wyjaśnia
ach od 17.09.39 dnia napasci ZSSR na Polskę wspomniany związek republik nijak
nie był naszym bratem i przyjacielem tylko okupantem instalującym wasalne rządy
broniące jego ideologii i interesów w Polsce.Wszyscy ci, którzy stali na straży
owych rządów i bronili interesów ZSRR w Polsce kolaborowali, czyli
współpracowali z okupantem.Oczywiście trudno nam Polakom do tego się przyznać,
dlatego szukamy jakichś nowych sensów słów, dziwnych tłumaczeń etc.Słowom należy
przywracać ich znaczenie, które totalitaryzm odebrał lub zafałszował dla swoich
celów.Wieki temu pracując z młodzieżą na lekcji o mitologii zapytałem kto to
była Aurora? No i wszyscy z radością zakrzyknęli, że pancernik, a Ursus to
traktor - odpowiedzieli.



Temat: dzieci dwujezyczne
Mialo byc o dzieciach dwujezycznych a weszlismy na inne tory. Jak przeczytalam
o cannocchiach to sie w glos zasmialam. Dla nas slowo "canocchie" stal sie
synonimem czegos nie przetlumaczalnego. Kilka lat temu tlumaczylismy naszym
znajomym Austriakom co to sa "canocchie". Zaznaczam ze znaja sie na owocach
morza, bedac nad morzem lowia ròzne dziwne rzeczy wiec ludzie "obcykani" w
temacie. Tluamczylismy i po wlosku,i po angielsku, i po niemiecku, ze to takie
dlugie, i w piasku zagrzebane itp. itd.,nawet pròbowalismy to rysowac.
Spedzilismy pòl nocy na tlumaczeniu i nic. Obiecali, ze sprawdza w slownikach
po powrocie do domu...Minely juz 4 lata i przy okazji naszych spotkan pytamy
czy juz wiedza co to sa "canocchie".
A moze wiecie kto ma monopol na wymyslanie nazw? Czytalam niedawno w polskiej
gazecie o rukoli i o salacie soncino. Obie nazwy zostaly tak przetlumaczone, ze
od razu wymazalam je z pamieci. I ja wole uzywac nazw wloskich szczegòlnie
jesli chodzi kuchnie. Nie mam wyrzutòw sumienia, bo wiem, ze i tak gdy pojade
do Polski i spròbuje uzywac "orginalnych" nazw to i tak nik mnie nie zrozumie.

A odnosnie tych regionalnych nazw to rzeczywiscie trzeba miec odpornosc. Czesto
jezdze do Triestu, gdzie mòwia dialektem i pewnych slòw z jezyka wloskiego w
ogòle nie znaja. Mnie zdarzylo sie w sklepie spytac o klamerki (mollete) i nie
wiedziano o co chodzi. Tam nazywaja klamerki "ciappini" i ze swieczka szukac
kogos kto wie co to sa "mollete". "Mortadella" to w Mediolanie taki odpowiednik
watrobianki,a w Triescie to "bologna".
P.S. Wiecie, ze Triescie jada sie "jote" i nie jest to nic innego jak
kapusniak. W sklepach sprzedaja tez kapuste kiszona (tak sina,ze az niepodobna
do kapusty w Polsce). No ale jakby nie bylo i Triest byl w zaborze Austriacko-
Hausburskim i pewne podobienstwa i wplywy zachowaly sie tam do dzisiaj.




Temat: Wspomaganie komputerowe w szaradziarstwie
luxer napisała:

> Nienawidzę, gdy w diagram trzeba wpisać nazwisko mało znanej postaci z ksiązki
> "X" lub miejscowość leżącą u stóp mini pagórka Y - bo akurat taki układ liter
> pasował do diagramu!!

To, o czym piszesz, to nie jest efekt korzystania z komputera!!!!!

Te i tym podobne kretyńskie wyrazy - np. nazwiska albańskich działaczy
komunistycznych - możesz znaleźć w "Słowniku szaradzisty" Karola Wakarecego,
swego czasu (a być może i do dziś) podstawowym źródle układaczy ręcznych,
przynajmniej niektórych. Niech to zresztą nie będzie Wakarecy, a Dzierżanowski
albo Marchewka - wszystko jedno.

To jest decyzja człowieka, czy użyć znalezionego słowa, czy z niego zrezygnować.
Rękodzielnik nie będzie się bardziej powstrzymywał przed użyciem durnego słowa
niż komputerowiec, a nawet, powiedziałbym, przeciwnie - jako że będzie bardziej
zdeterminowany, bo ma mniejszy wybór.

Jw1969 pisał: "komputerem szukam po to, żeby nie uronić jakichś smakowitszych
kąsków". Ja komputerem szukam też i po to, by mieć większą możliwość manewru,
by użyć takich słów, jakie uznam za atrakcyjne, a nie takich, do jakich próbuje
zmusić mnie rozwój sytuacji w diagramie.

Myślisz, że rękodzielnik nie wstawi do zadania IWASI, jeśli mu nic innego nie
będzie pasować? Popatrz tylko, jaką zawrotną karierę porobiły niektóre słowa,
stając się tzw. wytrychami - jak często się powtarzają te same słowa w
Informatorze. Bo ktoś uważa, że lepiej po raz setny IWASI niż po raz pierwszy
IVECO czy ITALO. Italo Calvino to popularny, wydawany w Polsce pisarz włoski,
o którego twórczości ludzie dyskutują na forum Książki. A dla szaradzisty to
jakaś czarna magia!!! Czemu tak ma być dalej? Czemu sami mamy skazywać się na
Wakarecowskie getto? Czemu rzeczywisty świat ma nam dalej uciekać? Nie znamy
postaci literackich. Nie znamy osób publicznych. Nie znamy polskich medalistów
olimpijskich. Nie znamy... Za to znamy cały balast nikomu niepotrzebnych, ale
opatrzonych wyrazów, lansowanych przez lata przez układaczy ręcznych.




Temat: z czego przygotowujecie sie do CILS 1 i 2
Ojej, juz nie pamietam jakie zagadnienia z gramatyki.
Zdaje sie ze nie ma na tym poziomie Passato Remoto, ale co do reszty to ci nie
powiem, bo akurat tych quaderni nie mam.
Jesli chodzi o zakres zagadnien w quaderni, to jest tam nie tylko gramatyka.
Jest wszystko: prova d'ascolto, cwiczenia leksykalne, gramatyka (potraktowana
bardzo skrotowo, ale przekrojowo, tzn, w jednym cwiczeniu moga sie zdarzyc
tylko trzy podpunkty, w ktorych bedzie do uzupelnienia, przykladowo: w
pierwszym "gliene", w drugim po prostu "mi", a w trzecim cos tam jeszcze
innego. Nie ma takich klasycznych cwiczen "jak na klasowce", gdzie zazwyczaj
idzie sie od najlatwiejszego do najtrudniejszego i jest wiele przykladow.
Trzeba byc nie tyle wyuczonym co bystrym, jesli chodzi o gramatyke na CILS-e.

"co ze słownictwem , czy "repetytorium leksykalno - gramatyczne"
> wystarczy?"

podaj autora, nie wiem o ktorej ksiazce mowisz.

Slownictwo na drugim poziomie CILS-a jest naprawde proste. Powiedzmy ze jesli
uczylas sie wloskiego przez 2 lata, po czym spedzilas 2 tygodnie we Wloszech
(zakladajac ze rozmawialas z Wlochami, hehehe), to z pewnoscia sobie poradzisz.
Ale mowie, najlepiej kup sobie te quaderni.
W jednym quaderno zazwyczaj jest okolo 10 CALYCH egzaminow (z poprzednich lat).
Jak przerobisz polowe to juz bedziesz wiedziala jak to dziala. Poza tym na
samym egzaminie nic cie nie zaskoczy, bo forme i przebieg juz bedziesz znala.
I oczywiscie na koncu sa rozwiazania, wiec mozesz sie uczyc sama.

PS. Nie zastanawialas sie na certyfikatem CELI? To praktycznie to samo co CILS
tylko robia go w innym miescie (CILS jest w Sienie a CELI w Perugii (albo
odwrotnie, juz nie pamietam) - ty oczywiscie zdajesz w Polsce, ale potem
wysylaja to do sprawdzenia do Wloch, z tego co mi wiadomo), i wyglada na to ze
obecnie jest bardziej prestizowy.
Jest moze troszeczke trudniejszy, ale na drugim poziomie nie powinnas zauwazyc
roznicy.
Najwieksza roznice poziomow widac na czwartym, CELI po prostu wymaga wiecej.



Temat: Śląski naród słowiański
ignorant11 napisał:

> +++A jesli ja zaczne utrzymuwac, ze naleze do anrodu marsjanskiego- potomków
> przybyszów z Marsa?
Cóż, stwierdzę, że chyba ci się rodzina przerzedziła ))

>
> > > > Jesli nie, to ja poproszę o wyjaśnienie, czym się przejawia
> > > > odrębność etnograficzna Kaszebów i Podhalan.
> > > +++Juz chocby w tym, ze obie te grupy maja wyraznie wykrystalizowany
> > > dialekt wyraznie rózny od innych Polaków.
> > > Naomiast slaski jest klasycznym dialektem poludniowo-polskim bardzo
> zblizonym
> > > do malopolskiego, zrezta oba naleza do grupy dialektów poludniowo-
polaskich...
> > To pogadaj ze Ślązakiem. Ręczę, że włada on wykrystalizowanym dialektem
> > wyraźnie różnym od innych Polaków.
> > Pomijam, że niektórzy - niekoniecznie z kręgu RAŚ - uznają jednak śląsk
> i za
> > język z grupy lechickich, np. www.sweb.cz/ls78/ponaszymu.htm
> +++Sama jezykowa grupa lechicka wydaje mi sie naciagana, mozna jedynie chyba
> mówic o grupie dialektów lechickich, wiec poslkich, zatem potwierdzasz iz
> slaski nalezy do dialektów polskich poludniowych, razem z maloposlkim czy
> góralskim...
>
> Zreszta nie ma jednolitego dialektu slaskiego sa natomiast tylko gwary
> slaskie, z jednym moze dialektem cieszynskim
Niedawno wydany słownik śląski określa śląski jako dialekt, w ramach którego
wyróżnia się kilka gwar charakterystycznych dla poszczególnych regionów (m.in.
cieszyńską, bytomską, opolską..)
A może przy okazji zapytam - gdzie jest granica między językiem a dialektem?
Np. sycylijski jest uważany za dialekt włoski, ale czasem i za osobny język..

>
> +++NO wlasnie ja jestem jeden twierdzacy iz istnieje naród dolnoslaski tak
> przeciez inny od górnoslakiego, ale czy to znaczy ze istnieje naród
dolnoslaski
> ?
Teza do rozważenia...
Przypuszczam, że świadomość narodowa dolnośląska jest istotnie może do Ciebie
ograniczona ale gdyby się upowszechniła..




Temat: mistrz i małgorzata
Gość portalu: cyrano napisał(a):

> no, widzisz, Mila Panienko, a ja sie przekomarzam z jakims
> podrzednym diablina, co sie za Asasella podaje i zamiast kremu
> proponuje wino,jak by je nie mogl sam w bramie wypic pod jesiotra drugiej
> swiezosci.
> zagadnalem Cie o tlumaczenie, bo wlasnie to, ktore masz
> jest lepsze do przekladu Drawicza, ale chwala mu w niebiesiech
> za nie, bo niewiele jest polskich kilkakrotnych tlumaczen literatury
> obcej.
> Znam cztery tlumaczenia angielskie MiM, mialem w rekach wloskie i francuskie.
> Troszke teraz przynudze o tlumaczach MiM, ale to jest frapujaca sprawa.
> Otoz oni wszyscy uparli sie poprawiac Bulhakowa.
> Zajrzyj na chwile na koniec pierwszego rozdzialu i na poczatek drugiego.
> Powtarza sie tam pierwsze zdanie z opowiesci o Ha-Nocri.
> W Twoim tlumaczeniu, jak mozesz stwierdzic, pierwszy rozdzial konczy sie tak -
> "w bialym plaszczu z podbiciem koloru krwawnika
> posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego
> miesiaca nisan..."
> U Drawicza jest tak: "wczesnym rankiem dnia czternastego miesiaca nisan".
> I wiesz co? Wszyscy amerykanscy tlumacze zrobili tak samo, to znaczy
pociagneli
>
> pierwsze zdanie Wolanda bardzo dlugo, tak samo tlumacz wloski i francuski.
> A sprawdzilem w trzech roznych wydaniach rosyjskich MiM i wszedzie tam stalo
> czarno na bialym, ze w koncowce pierwszego rozdzialu Bulhakow z tego zdania
> Wolanda zostawil tylko: "w bielom plaszczie..."
> No i przyznam Ci sie, ze nie wiem dlaczego wszyscy tlumacze ciagna to zdanie
> dluzej niz Autor. Czy faktycznie go poprawiaja, bo im jakos tej krotkosci "w
> bielom plaszczie..." za malo?
> Zmowa jakas miedzynarodowa? Pojecia nie mam.
> Czemu tyle o tym truje?
> Bo to jest zdanie nad ktorym Bulhakow solidnie pracowal.
> Ono otwiera caly ten apokryf (sprawdz w slowniku co to znaczy).
> Ono jest najwazniejsze.
> Jak Cie jeszcze nie zanudzilem dokumentnie i bedziesz chciala
> to Ci owo zdanie napisze tak jak brzmi w oryginale. To jest muzyka!
> Ono jest jak poczatek symfonii. Ono jest wypieszczone i wychuchane przez
> Bulhakowa.
> A w tym tlumaczeniu ktore Ty masz jest ono bardzo bliskie oryginalnemu w
> melodii i w ukladzie.
> Drawicz przeholowal.... ale to juz inna bajka. Pozdrawiam
>
>

Zgadzam się, że w tłumaczeniu Drawicza za dużo jego inwencji translatorskiej a
za mało wyczucia melodii i rytmu. A płaszcz z podbiciem w kolorze krwawnika -
jak to brzmi. No i co to za pomysł, żeby Patriarsze Prudy albo Worobiowe
Wzgórza tłumaczyć....



Temat: mistrz i małgorzata
no, widzisz, Mila Panienko, a ja sie przekomarzam z jakims
podrzednym diablina, co sie za Asasella podaje i zamiast kremu
proponuje wino,jak by je nie mogl sam w bramie wypic pod jesiotra drugiej
swiezosci.
zagadnalem Cie o tlumaczenie, bo wlasnie to, ktore masz
jest lepsze do przekladu Drawicza, ale chwala mu w niebiesiech
za nie, bo niewiele jest polskich kilkakrotnych tlumaczen literatury
obcej.
Znam cztery tlumaczenia angielskie MiM, mialem w rekach wloskie i francuskie.
Troszke teraz przynudze o tlumaczach MiM, ale to jest frapujaca sprawa.
Otoz oni wszyscy uparli sie poprawiac Bulhakowa.
Zajrzyj na chwile na koniec pierwszego rozdzialu i na poczatek drugiego.
Powtarza sie tam pierwsze zdanie z opowiesci o Ha-Nocri.
W Twoim tlumaczeniu, jak mozesz stwierdzic, pierwszy rozdzial konczy sie tak -
"w bialym plaszczu z podbiciem koloru krwawnika
posuwistym krokiem kawalerzysty wczesnym rankiem czternastego dnia wiosennego
miesiaca nisan..."
U Drawicza jest tak: "wczesnym rankiem dnia czternastego miesiaca nisan".
I wiesz co? Wszyscy amerykanscy tlumacze zrobili tak samo, to znaczy pociagneli
pierwsze zdanie Wolanda bardzo dlugo, tak samo tlumacz wloski i francuski.
A sprawdzilem w trzech roznych wydaniach rosyjskich MiM i wszedzie tam stalo
czarno na bialym, ze w koncowce pierwszego rozdzialu Bulhakow z tego zdania
Wolanda zostawil tylko: "w bielom plaszczie..."
No i przyznam Ci sie, ze nie wiem dlaczego wszyscy tlumacze ciagna to zdanie
dluzej niz Autor. Czy faktycznie go poprawiaja, bo im jakos tej krotkosci "w
bielom plaszczie..." za malo?
Zmowa jakas miedzynarodowa? Pojecia nie mam.
Czemu tyle o tym truje?
Bo to jest zdanie nad ktorym Bulhakow solidnie pracowal.
Ono otwiera caly ten apokryf (sprawdz w slowniku co to znaczy).
Ono jest najwazniejsze.
Jak Cie jeszcze nie zanudzilem dokumentnie i bedziesz chciala
to Ci owo zdanie napisze tak jak brzmi w oryginale. To jest muzyka!
Ono jest jak poczatek symfonii. Ono jest wypieszczone i wychuchane przez
Bulhakowa.
A w tym tlumaczeniu ktore Ty masz jest ono bardzo bliskie oryginalnemu w
melodii i w ukladzie.
Drawicz przeholowal.... ale to juz inna bajka. Pozdrawiam




Temat: Dlaczego Pampeluna?
Włochy to co innego (to juz było ale zacytuję raz jeszcze):
"Wyraz „Włoch” wywodzi się z prasłowiańskiej nazwy oznaczającej Romanów, a ta
z kolei, jak pisze Brückner („Słownik etymologiczny języka polskiego”),
przejęta została „od Niemców, bo ci najpierw wszystkie plemiona celtyckie, a
potem i romańskie, zwali Walh”. Podstawą tego określenia była nazwa szczepu
celtyckiego „Volcae”. Na gruncie słowiańskim zadomowiła się forma
zatem „Wołch”, oznaczająca dla Słowian wszelkich Romanów, a w języku polskim
doszło do zwężenia zakresu stosowania tego wyrazu jedynie do mieszkańców
półwyspu Apenińskiego. Dzisiejsza forma tego rzeczownika jest efektem działania
procesu przestawienia (metatezy) głosek „o” i „ł”. Dodać warto, że w dawnej
polszczyźnie także funkcjonowała nazwa „Italia”, upowszechniła się jednak
nazwa „Włochy”. W języku polskim występował również rzeczownik Italia ‘z
łaciny: kraj włoski, Włochy’ oraz przymiotnik italski ‘włoski’ („Słownik języka
polskiego” Wilno 1861). Współczesny język polski także odnotowuje te słowa, ale
w innym już znaczeniu: wyraz „Włochy” nazywa nowożytne państwo na Półwyspie
Apenińskim, podniośle określane też „Italią”, natomiast „italski” to przede
wszystkim ‘taki, który dotyczy Italii, jest związany z Italią – starożytnym
państwem na Półwyspie Apenińskim, od 27 r. p.n.e. rozciągającym się aż do Alp’,
rzadziej – ‘związany z Włochami, nowożytnym państwem’ („Praktyczny słownik
współczesnej polszczyzny” pod red. H. Zgółkowej). Rzeczownik „Włochy” – jako
nazwa państwa – to dawny biernik liczby mnogiej odmiany słowa „Włoch”. W latach
20. XX wieku usiłowano wprowadzić w życie formy „Italia” i „italski” z
inicjatywy włoskiego posła przebywającego w Warszawie (nazwa „Włoch” kojarzyła
się z niemieckim „Welsch” o pogardliwym odcieniu, którego nasz
rzeczownik „Włoch” jest pozbawiony), nowe wyrazy nie przyjęły się jednak w
społeczeństwie i nie zastąpiły dawnych polskich nazw. Zob. W. Doroszewski „O
kulturę słowa. Poradnik językowy”, t. I. [[Joanna Jabczyk i Katarzyna Wyrwas]"
:)




Temat: Skad slowo "wlochy"?
Wyjaśnienie zaczerpnięte ze strony phorum.us.edu.pl/read.php?f=19&i=9&t=9

"Wyraz „Włoch” wywodzi się z prasłowiańskiej nazwy oznaczającej Romanów, a ta z
kolei, jak pisze Brückner („Słownik etymologiczny języka polskiego”), przejęta
została „od Niemców, bo ci najpierw wszystkie plemiona celtyckie, a potem i
romańskie, zwali Walh”. Podstawą tego określenia była nazwa szczepu
celtyckiego „Volcae”. Na gruncie słowiańskim zadomowiła się forma
zatem „Wołch”, oznaczająca dla Słowian wszelkich Romanów, a w języku polskim
doszło do zwężenia zakresu stosowania tego wyrazu jedynie do mieszkańców
półwyspu Apenińskiego. Dzisiejsza forma tego rzeczownika jest efektem działania
procesu przestawienia (metatezy) głosek „o” i „ł”. Dodać warto, że w dawnej
polszczyźnie także funkcjonowała nazwa „Italia”, upowszechniła się jednak
nazwa „Włochy”. W języku polskim występował również rzeczownik Italia ‘z
łaciny: kraj włoski, Włochy’ oraz przymiotnik italski ‘włoski’ („Słownik języka
polskiego” Wilno 1861). Współczesny język polski także odnotowuje te słowa, ale
w innym już znaczeniu: wyraz „Włochy” nazywa nowożytne państwo na Półwyspie
Apenińskim, podniośle określane też „Italią”, natomiast „italski” to przede
wszystkim ‘taki, który dotyczy Italii, jest związany z Italią – starożytnym
państwem na Półwyspie Apenińskim, od 27 r. p.n.e. rozciągającym się aż do Alp’,
rzadziej – ‘związany z Włochami, nowożytnym państwem’ („Praktyczny słownik
współczesnej polszczyzny” pod red. H. Zgółkowej). Rzeczownik „Włochy” – jako
nazwa państwa – to dawny biernik liczby mnogiej odmiany słowa „Włoch”. W latach
20. XX wieku usiłowano wprowadzić w życie formy „Italia” i „italski” z
inicjatywy włoskiego posła przebywającego w Warszawie (nazwa „Włoch” kojarzyła
się z niemieckim „Welsch” o pogardliwym odcieniu, którego nasz
rzeczownik „Włoch” jest pozbawiony), nowe wyrazy nie przyjęły się jednak w
społeczeństwie i nie zastąpiły dawnych polskich nazw. Zob. W. Doroszewski „O
kulturę słowa. Poradnik językowy”, t. I. [[Joanna Jabczyk i Katarzyna Wyrwas]"

B.




Strona 2 z 2 • Wyszukano 115 wypowiedzi • 1, 2