słownik języka polskiego zakończenie 

Widzisz wypowiedzi wyszukane dla słów: słownik języka polskiego zakończenie





Temat: Uniwersytet ma znów kłopoty kadrowe
Aż cały płonę ze wstydu po przeczytaniu zwięzłej i pełnej treści recenzji mojej
ostatniej wypowiedzi, którą był łaskaw kolega Behemot ułożyć w spójną, logiczną
całość i ,zawierając w niej powszechnie zrozumiałe pojęcia i terminy,
uzmysłowił mi jaki jestem malutki. Biję się więc w piersi (wyjątkowo w swoje…),
nabieram wody w usta plugawe i poświęcam grzęźnięciu w meandrach logicznej
konstrukcji zdania.
Zanim jednak niepyszny pocznę wnikliwie studiować gimnazjalne podręczniki
gramatyki języka polskiego, pozwolę sobie jeszcze raz napisać po swojemu…
Skąd wziął się w Twojej głowie pomysł, że odżegnuję się od Internetu jako
miejsca anonimowych wystąpień?! Toż przecież cała jego idea polega właśnie na
tym! Czy muszę tłumaczyć, że chodzi mi o bezmyślne i chamskie wystąpienia?
Wydawało mi się że nie…
Kolejna sprawa – uzurpuję sobie prawo do obiektywnego opisu zaistniałych
zdarzeń?! Czy ja ostatnio nie użyłem czasem słowa SUBIEKTYWNY? Radzę więc
poświęcić więcej uwagi na czytanie (bo, jak mniemam, pisanie opanowałeś
perfekcyjnie). Co do opisywania rzeczywistości – według mnie jest to jedno z
narzędzi służących do jej zmiany, Ty natomiast chyba widzisz w pisaniu cel sam
w sobie…
„Nie jesteś anonimowy bo rozmawiasz z ludźmi” – dobitnie, krótko, brawo! Tyle
że znowu jakoś płytko… Chodzi o stałość w prezentowanych poglądach, zarówno
TUTAJ jak i NA ZEWNĄTRZ, i o sam fakt że się je zarówno tu jak i tam ma odwagę
wyrażać.
Sformułowania „skuteczna” zamiast „konstruktywna” krytyka aż nie chce się
komentować…
Po przeczytaniu Twoich wypowiedzi nasuwa mi się jedno pytanie – czy Ty w ogóle
zajmujesz jakieś stanowisko? Bo póki co, to głównie wszędzie dopatrujesz się
aluzji do czerwonych czasów - Tobie nawet słowo konstruktywny kojarzy się z
komunizmem, to jest autentycznie przykre bo do głowy by mi coś takiego nie
przyszło! Odsyłam więc do Słownika języka polskiego, który, miejmy nadzieję,
rozwieje wszelkie wątpliwości. Wracając – uporczywie krytykujesz język, sposób
budowania wypowiedzi, ironizujesz – ale po co?! Czy jakieś wnioski z tego
płyną?! Zakończę cytatem z Ciebie: „Jedynie krytyka konstruktywna była
możliwa, czyli taka z której nic nie wynikało dla osoby, rzeczy krytykowanej, a
potrzeba krytyki była zaspokojona.” Jakiś Ty „konstruktywny”… Pozdrawiam.




Temat: Co grozi Monice Olejnik za obrazę Grzegorza Lato?
Co grozi Monice Olejnik za obrazę Grzegorza Lato?
Co może grozić za mówienie prawdy? Nic! Gdyby pan Grzegorz Lato
sięgnął po Podręczny Słownik Języka Polskiego mógłby w nim odnależć
znaczenie słowa prostak, które tu przytaczam
dosłownie: "człowiek zacny, ale prostych, niewyszukanych,
niewytwornych obyczajów, poczciwina, poczciwiec; człowiek grubych,
nieokrzesanych obyczajów, grubianin, cham, gbur. Przymiotnik:
prostacki, prostaczy." Koniec cytatu. Cóż tak uraziło pana Prezesa?
Czy pan Grzegorz i jego wierni poddani nie są ludźmi zacnymi? Chyba
jednak nie, skoro zdecydowali się, za te słowa, podać pod wyrok sądu
tę miłą i jakże urodziwą białogłowę (dosłownie). Gdyby miał honor
wyzwałby panią Monikę na pojedynek, pojedynek na słowa i argumenty.
Niestety, nie zrobił tego. Zachował się jak grubianin, cham i
prostak uciekając pod sukienkę Temidy. Swoim zachowaniem potwierdził
słowa pani Moniki. Uczynił to również poddczas rozmowy z redaktorem
Rymanowskim z TVN24. Redaktor zadawał zbyt kłopotliwe pytania na
które pan Lato nie potrafił odpowiedzieć, wobec czego zdjął z głowy
(niewątpliwie zacnej, bo łysej) słuchawki, odłożył mikrofon i
powrócił do kawiarnego stolika by wraz z dwoma poddanymi raczyć się
kielichem (nie wiem czy tylko jednym) wina. Bezczelny operator
kamery nie chciał zakończyć relacjonowania tej biesiady, skutkiem
czego "działacze" zmuszeni byli salwować się ucieczką. Widziało to
setki tysięcy telewidzów, ale nie przeszkodziło to, by na nazajutrz
giermek w osobie rzecznika w swoim wypowiedzi wszystkiemu
zaprzeczył. Panie Lato, czy takie zachowanie dobrze służy polskiej
piłki nożnej? Jako prezes tej federacji, wybrany niewątpliwie przez
zacnych acz niekoniecznie mądrych ludzi, wystawią PZPN i swoich
poddanych na ogólne pośmiewisko. Znaczenie tego słowa
odnajdzie pan w wyżej wymienionym słowniku.





Temat: forum Przemyśl - oderwane od świata realnego
Nie wiem dlaczego zwaracasz sie do mnie per "towarzyszu", ktorym nigdy nie
byłem, ani też dlaczego per "wy", chyba, że widzisz podwójnie. Dobrze by było,
gdybyś zdał sobie wreszcie sprawę, że żyją na tym świecie ludzie, którzy
podążają inną drogą niż Ty, co nie znaczy, że gorszą. Nie interesuje mnie na co
Ty, lub ktokolwiek inny przeznacza swoje pieniądze, nic mi do tego. Natomiast
jestem przeciwnikiem dotowania związków wyznaniowych z pieniędzy publicznych,
podobnie jak partii politycznych, bo niby dlaczego ludzie, którzy nie należą do
żadnego kościoła, czy partii, mają je finansować. Niech sobie kościoły, meczety,
synagogi, zbory, stoją co dwa metry, niech pomniki papieża stoją co pół metra,
ale niech za to bulą ci, którzy tego chcą. Jeśli chcesz powiedzieć, że nie ma
ważniejszych wydatków, to ja i zapewne nie tylko ja, udowodnię ci,że są.
Tolerancja ma więcej niż jedno znaczenie - odsyłam do Wielkiego słownika Języka
Polskiego, wtedy się dowiesz o co mi chodzi. Wynaradawianie jest właśnie
przejawem nietolerancji, takim samym jak wyprawy krzyżowe, inkwizycja, rzeź
husytów, kontreformacja, komunizm i inne totalitaryzmy. Nie rób ze mnie idioty,
który zaprzecza powszechnie znanym i udokumentowanym faktom z dziejów Polski, bo
tego nie robię. Co z tego, że mnie cytujesz, skoro żaden z tych cytatów nie
uzasadnia Twoich tez, a często pomówień. To, że się z Tobą kłócę nie oznacza, że
odbieram Ci prawo do Twoich poglądów, owszem jestem przekonany, że to ja mam
rację, ale to jest wyłącznie moje przekonanie, mogę się mylić. Idealnym
zakończeniem dyskusji jest osiągnięcie porozumienia, ale rzadko się to zdarza.
Gdybyś nie myslał tak jednokierunkowo dostrzegłbyś, że w wielu miejscach się
zgadzamy, mam na myśli kwestie zasadnicze. Ty jednak koncentrujesz sie na
szczegółach i na ich widok głupiejesz, jak kobieta w sklepie z konfekcją
(przepraszam kobiety, które nie głupieją). Czy ja tobie czy komukolwiek mówię,
żeby zapomnieć o przeszłości, wykasować ją? Nie, ale my Polacy ciągle
zapominamy, że jest również przyszłość i w niej będą żyły nasze dzieci i wnuki.
Przeczytałem jeszcze raz, spokojnie, wydwiad z prof. Krzemińskim na temat Radia
Maryja, i zauważam pewne jasne strony, które z powodu takiego, a nie innego
nastawienia wcześniej nie widziałem. W zmienianiu poglądów - pod warunkiem, że
nie ma ono charakteru koniunkturalnego, czyli zewnetrznego - nie widzę nic
złego, jest to naturalne, człowiek sie przecież rozwija aż do śmierci.



Temat: Ku przestrodze dla prowadzących działalność gospod
Odwołanie od tej decyzji
Wrocław, dnia 16 grudnia 2002 r.

Sąd Okręgowy
Sąd Pracy i Ubezpieczeń Społecznych
ul. Joannitów 14 50-525 Wrocław
za pośrednictwem
Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Oddział we Wrocławiu
ul. Pretficza 11 50-950 Wrocław

Odwołujący się:
(imię i nazwisko)
(adres)

Odwołanie

od decyzji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Oddział we Wrocławiu z dnia
14.11.2002 r. Nr DE U 363/2002

Zaskarżam w całości powyższą decyzję doręczoną mi 15.12.2002 r. i wnoszę:
o jej unieważnienie, lub o jej zmianę, poprzez uznanie, że podlegam
ubezpieczeniom, zgodnie ze składanymi przeze mnie dokumentami ubezpieczeniowymi.

Uzasadnienie

Zaskarżoną decyzją Oddział ZUS stwierdził, że skarżący podlega obowiązkowym
ubezpieczeniom emerytalnemu, rentowemu i wypadkowemu od dnia 1.01.1999 r. oraz
dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu w okresie od 1.01.1999 r. do 30.04.2001
r.

Stanowisko takie według skarżącego jest niewłaściwe i sprzeczne z
obowiązującymi przepisami, a także, a raczej przede wszystkim ze stanem
faktycznym, którego odzwierciedlenie wyrażone jest w składanych przez
skarżącego dokumentach ubezpieczeniowych.
Nadużyciem jest, wyrażone w uzasadnieniu decyzji stanowisko ZUS-u, że podlega
się obowiązkowo ubezpieczeniom społecznym bez względu na to, czy w ramach
prowadzonej działalności osiąga się przychody - jeżeli pozostaje się w
gotowości do prowadzenia tej działalności.
Przepis natomiast wyraźnie stanowi, że ubezpieczeniom społecznym podlega się od
dnia rozpoczęcia wykonywania działalności do dnia zaprzestania

(strona 2)

wykonywania tej działalności. W obowiązujących przepisach nie ma żadnej mowy o
podleganiu ubezpieczeniom z powodu gotowości do prowadzenia działalności.

Nie bez znaczenia jest także, użyty w ustawie o ubezpieczeniach społecznych
termin zaprzestania, a nie na przykład zakończenia lub zaniechania.
Jest to bardzo istotne, ponieważ słowo zaprzestać ma dwojakie znaczenie.

Z trzytomowego Słownika Języka Polskiego, wydanego przez Państwowe Wydawnictwo
Naukowe, Warszawa 1981 r. tom III str. 949 wyczytać można, że )) zaprzestać ((
jest to



Temat: Bojary nie będą ratowane
Chętnie przystanę na propozycję zakończenia tej dyskusji. Co chciałem powiedzieć, to powiedziałem, przemyślenia i wnioski zachowam sobie na pamiątkę. Jednak odpowiem jeszcze na Twój post.
Miasta na pewno nie stać na utrzymanie skansenu na tak dużym terenie, ale cała sprawa przecież nie toczy się o przekształcenie Bojar w jakiś skansen. Mam nadzieję, że napisałeś o utrzymywaniu przez miasto skansenu, tylko przez jakiś skrót myślowy. Wg. słownika języka polskiego, skansen - "krajoznawcze muzeum etnograficzne pod gołym niebem, gdzie eksponowane są zabytki budownictwa ludowego, sprzęty i narzędzia danego regionu" a nie o to przecież toczy się walka. Chodzi o utrzymanie Bojar w stanie jak najbardziej nienaruszonym, ale nie o urządzanie z tej dzielnicy wielkiego muzemum na kształt Muzeum Wsi Białostockiej. Obrońcy Bojar, w tym ja, chcemy aby drewniana zabudowa tej dzielnicy była objęta ścisłą ochroną, aby uratować jak najwięcej z tych bezcennych domków, a na pustych obecnie działkach stawiać domy zbliżone maksymalnie wyglądem i stylem do tej starej zabudowy. I to wszystko bez żadnych kosztów poniesionych ze strony miasta, bo jest mnóstwo ludzi gotowych za własne pieniądze ratować wiekowe drewniane budowle. Oto przykład: miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,2669840.html Co miasto robi wobec takich propozycji? Blokuje je, przeciwstawia się im i odsłania jedyny cel swoich działań - szybka kasa. Oczywiste jest, że developerzy dysponują dużo większymi środkami finansowymi niż osoby prywatne. I w taki sposób decydenci miejscy przez własną chciwość zezwalają na niszczenie zabytkowych domów.

> Ale każdy ma prawo raz zaprojektować coś lepszego raz gorszego.

Porządny architekt konsultowałby swoje projekty z ludźmi, których to obchodzi, tj. np. właśnie z osobami broniącymi zabytkowej zabudowy. Ponadto naczelnik wydziału planowania ma prawo wstrzymywać projekty budowy domów nie pasujących do zabudowy Bojar, ale tego nie robi. "Wysłałem na ręce prezydenta miasta i do naczelnika wydziału planistyki Andrzeja Chwaliboga mnóstwo alarmujących pism o złym stanie Bojar. Bez odpowiedzi." - słowa konserwatora Dariusza Stankiewicza (który też nie jest bez winy, ponieważ może wstrzymać wyburzanie starych domów, notabene będących w jeszcze nienajgorszym stanie, wpisując je na listę zabytków). Wobec takich faktów, określanie "matołem" pana naczelnika nie jest wg. niewłaściwe, żeby nie użyć dosadniejszych słów.
Na stanowisko naczelnika wydziału planowania zgłaszam kandydaturę pana Janusza Kaczyńskiego. Ma on stosowne uprawnienia.



Temat: jaki numer
Widzę, że dyskusja prawie całkowicie schodzi na -OT-, ale jako że dziś mam za dużo wolnego czasu, to odpowiem. Zanim zacznie PAN kogokolwiek pouczać, to bardzo proszę o zapoznanie się z Netykietą.
Otóż Netykieta pozwala na forach, czatach i grupach dyskusyjnych na zwracanie się do innych "na ty", bez "PANowania" i tytułowania (oczywiście z wyjątkami) i nie jest to w żaden sposób aroganckie. Nie znam PANA wieku (mój jest w wizytówce) więc odpowiadając na post mogę z czystym sumieniem używać formy bezpośredniej.

Gość portalu: wers napisał(a):
> kilka kulturalnych synonimów: rozłączyłem się, zakończyłem rozmowę,
> przerwałem dialog, powiedział do widzenia,

Jeśli chciał PAN na siłę błysnąć na Forum swoją elokwencją i znajomością kilku synonimów, to raczej wybrał PAN sobie złego przeciwnika, bo ze słownikiem języka polskiego mam do czynienia w pracy na co dzień i jeśli PAN sobie życzy, to mogę PANU podesłać jeszcze kilka "kulturalnych" zwrotów...

> dzwonię na 0-58 z komórki
> wreszcie jest...i mówię dlaczego nie mam włączone, pracownik przełącza mnie do
działu technicznego..., czekam...po chwili pracownik DT pyta, z którego miasta
dzwonię, mówię że z Radomia, chwileczkę, to pana przełączę do
Radomia...czekam...i znów pytam dlaczego mam nie włączoną usługę, pracownik
mówi, chwila sprawdzę... i tu mnie zdenerwował, mówię mu, że nie musi sprawdzać
bo tak jest, a on swoje...odkłada słuchawkę....czekam...po 1 minucie (..)
i tu mnie krew zalała...mówię mu,
idź pan do drugiego pokoju, usiądź przy komputerze i WŁĄCZ...
a on, on tego nie
może, bo to robi ktoś inny. To proszę wypisać i wyłączyłem się.


Zarzuca mi PAN arogancję, a to cyt. "mówię mu,
idź pan do drugiego pokoju, usiądź przy komputerze i WŁĄCZ..." - widać PANU wolno tak się zwracać do innych...

> To proszę wypisać i wyłączyłem się
Z kontekstu całej wypowiedzi wynika, że po długim oczekiwaniu i "spławieniu" PANA przez osobę, która przyjmowała zgłoszenie, obraził PAN się na nią (podobnie jak na mnie) i rozłączył się (jako, że nie wspomina PAN o pożegnaniu, to logicznym jest skrót myślowy: "rzucił słuchawką").

Podsumowując. Jeśli próbował PAN sprawę załatwić, rozmawiając w takiej formie jak PAN pisze na forum, to przestaję się dziwić, że miał PAN problem z pozytywnym rozwiązaniem problemu...

Z mojej strony EOT!



Temat: Parada w Gdyni: NIEKOMPETENCJA ORGANIZATORÓW!
???
P.T.:
> Ludzie!!!!
> O czym wy już mówicie (mowa do Bola, Stefana i innych) !!!
> Czy wy naprawdę nie umiecie się dogadać!???

Za Bola i innych nie odpowiadam, ale za Stefana tak. Wydawało mi się, że
właśnie się dogadujemy, przynajmniej ja z Zoppoterem. Czy to wyszło
nieprzekonująco? Myślę, że ,,dogadywanie się'' oznacza wymianę poglądów; ale
nie oznacza koniecznie przyjęcia czyichś poglądów za własne.

P.T.:
> Jak się komu nie podoba parada to nie musi iść!

Mnie się pomysły takich parad podobają, o ile nie są zbyt hałaśliwe i męczące
dla mieszkańców. Co kto na nie przytraga, czy samochód czy konia, to przecież
ma mniejsze znaczenie. Ale ta rozmowa (przynajmniej w zakresie, w jakim JA w
niej uczestniczyłem) była nie o tym, czy się podoba, tylko jak typowym sprzętem
był samochód w przedwojennej Gdyni.

P.T.:
> Zakończcie te gadki zanim SPZ AKM zostanie ośmieszona...

Przepraszam Cię, ale nie jarzę, strasznie szyfrujesz. Co tu ma do rzeczy
Akademicki Klub Morski? W tej rozmowie w ogóle nie było mowy o jachtach,
chociaż szkoda, bo kształtują one charakter Gdyni wszystkich czasów o wiele
bardziej niż samochody. Samo miasto powstało nie po to, żeby rozwijać
motoryzację, tylko po to, żeby łączyć Polskę z morzem.

Niestety znowu muszę się przyznać do niekompetencji językowej: co to jest
,,srola'' i co to jest ,,grola''? Słownik Języka Polskiego PWN
sjp.pwn.pl/slowo.php nie odnotowuje takich słów. Czy to są
specjalistyczne terminy Twojego tajemniczego SPZ?

- Stefan



Temat: Krzyże pozostaną we włoskich szkołach
Wyjaśnienie
pantera01 napisał:

> Kochani
> Dyskusja z facetem pod tytulem ateista nie ma sensu. Kiedy wykazalem mu ze sam
> jest wyznawca jednej z najbardziej morderczych religii swiata (nawet islam ma
> jeszcze troche do nadrobienia) z braku argumentow zwinal manatki i przestal
> dyskutowac. Ateizm jest religia, bowiem ateisci wierza ze nie ma Boga.
Poniewaz
> w zaden sposob nie mozna tego wykazac wiec wierza wiec logicznie wyznawcami
> religii pod tytulem:wierzymy ze nie ma Boga. Podobnie Stalin, Adolf, Mao, Pol
> Pot etc. juz mnie paluchy bola od wstukiwania ciagle tych samych postaci. Tak
z
> e
> kolega ateista powinien raczej zaczac od wielkich przeprosin wszystkich ofiar
> zabitych przez jego wspolwyznawcow. Bedzie mial co robic, bylo ich lekko
liczac
> kilkaset milionow.

Przestałem dyskutować, bo wciąż powtarzasz te same tezy, choć wykazałem Ci, że
się mylisz. Podobnie teraz, np. powtarzasz, że ateizm jest religią, choć
przytoczyłem wcześniej definicję religii ze słownika języka polskiego, z której
jasno wynika, że ateizmu nie można w żaden sposób określić jako religię.
Pokazałem Ci też, że zbrodnie komunizmu nie są zbrodniami ateizmu - sprawiasz
wrażenie, jakbyś nie zauważył, co napisałem.
Zbrodnie chrześcijaństwa traktujesz natomiast jako nieistotne, choć były
olbrzymie. Nie potępiłeś ich ani słowem.
Poza tym wciąż mnie obrażasz, mimo że z mojej strony nie spotykają Cię żadne
oznaki arogancji czy kpiny. To nie zachęca do dyskusji. Nie mam jednak do
Ciebie żalu, bo wiem, że wiara religijna negatywnie wpływa na emocje, na
których stan osoba wierząca do końca nie ma wpływu.
W takiej sytuacji uznałem rozmowę za zakończoną - a jeśli chcesz pogłębić swoją
wiedzę na temat zła religii, zapraszam na mój blog.
Serdecznie pozdrawiam.




Temat: Nadia Aleksandra - ladny zestaw?
>Czy oczekujesz, żebym sie teraz zwróciła do Ciebie "nieszczęsna dżdżwniczko"?
> Czego sie spodziewasz, wprowadzając do dyskusji tego rodzaju zwroty lub
> oskarżenia o niską erystykę?

To Ty zaczęłaś z wróblem, co miało z pewnością spowodować wrażenie, że jesteś
biedną, napastowaną przeze mnie istotą, Bogu ducha winną, z szeroko otwartymi
ze szczerego zdziwienia oczami. Jak na wróbla to duży dziób masz. I szpony
niezłe.A oskarżenia o niską erystykę (poparte przykładami) wprowadziłam, chcąc
albo przywrócić dyskusję na właściwe tory, albo ją zakończyć.

>Nie, bo nie jest de facto pytaniem. Albo - tak, bo jest stwierdzeniem. To tak,
> jakbyś miała do mnie żal, ze zdanie zakonczone kropką nie daje mozliwosci
> odpowiedzi.
Chyba przesadziłaś w swoich analogiach. Pytanie retor. nie jest po prostu
stwierdzeniem, tylko bardzo szczególnym typem stwierdzenia, coś jak "mam rację,
koniec kropka".

> W różnych językach różne zwroty są definiowane inaczej, nawet pojęcia z
pozoru
> te same miewają rożny zakres. Aż dziw, że jako lingwistka nie zdajesz sobie z
> tego sprawy.
Nie mówimy o różnych zwrotach, tylko o konkretnym terminie. Który ma to samo
znaczenie w j. polskim i ang.

> OK, nie będę brnąć dalej w tę dyskusję, bo nie jestem filologiem, ale w moim
> odczuciu motywowanie słów wyrazami pospolitymi to zgoła co innego, niż użycie
> wyrazu pospolitego jako imienia. Dlatego przypadek Sławomira jest zupełnie
> inny, niż przypadek Nadziei

Może Sławomir nie jest najlepszym przykładem, bo mało kto pamięta co to "mir".
Ale Bogusława tez ma zbitki dwóch wyrazów i funkcjonuje jako imię.

> posługując się argumentami ze słownika jez. angielskiego w odniesieniu do
> języka polskiego, choć go one w oczywisty sposób nie dotyczą.

Rozumiem więc, że sprawdzenie pojęcia "retoryka" w Britannice też odpada, bo
nie jest napisana po polsku? Czy chcąc określić znaczenie słowa "silnik
dwusuwowy" też dozwolone jest korzystanie wyłącznie z polskich słowników?

Mam wrażenie, że idziesz w zaparte, Gaudencjo. Wszyskiemu zaprzeczyć,
zanegować, wyprzeć się i oskarżyć drugą stronę o to co mi jest zarzucane.Ja Cię
ośmieszam? To Ty mnie ośmieszasz! (Mniejsza o konkrety, po co). Ja stwarzam
sytuację patową? To Ty ją stwarzasz! Popierasz swoje zdanie słownikiem? - no
ale niepolski, to się nie liczy. Ja mam nieczyste intencje? To Ty masz
nieczyste intencje! I tak na okrągło. Pewnie odpowiedzią na ten zarzut
będzie "to Ty idziesz w zaparte". Oczywiście bez uzasadnienia.




Temat: Od kiedy kupować dziecku i czytać książeczki?
> Ale wypowiedzi typu "6
> miesięczne dziecko rozumie co sie do niego mówi" no to lekka przesada, nie
> ukrywajmy.

Oj, jeszcze niejedno zaskoczenie przed tobą. Nie doceniasz niemowląt. Wiesz, że
niemowlęta uczone języka migowego już w wieku sześciu miesięcy potrafią używać
prostych znaków? One naprawdę dużo więcej rozumieją, niż nam się wydaje, tylko
kompletnie nie potrafią się porozumieć.

Tak czy inaczej, stwierdzenie "sześciomiesięczne dziecko nic nie rozumie" to
przesada, i to nawet nie lekka.

Ale czytanie niemowlętom zaleca się nie dlatego, że wszystko, czy że dużo, czy
że cokolwiek rozumieją. One mają się osłuchać z językiem. Język mówiony jest
naturalnie najważniejszy, ale język literacki jest też bardzo ważny. To inny
język, inne słownictwo, inna intonacja. Poza tym czytanie ma inne, bardzo
pragmatyczne zalety. Wiele niemowląt zasypia przy czytaniu, bo to je uspokaja,
wycisza; to świetny sposób na zakończenie dnia - i wyrabia się w dziecku
przyzwyczajenie, które potem zaprocentuje, gdy dziecko będzie miało 2 lata i
rykiem będzie reagować na propozycję udania się do łóżka.

Wreszcie, żeby oczyścić się z nadmiernej powściągliwości, powiem, jak było u
nas. Otóż starszemu dziecku czytałam dosłownie od dnia narodzin, co najmniej pół
godziny dziennie. (Akcja "Cała Polska czyta dzieciom" zaleca czytanie dzieciom
na głos od pierwszych dni życia do wieku nastoletniego przez co najmniej 20
minut dziennie.) Początkowo po prostu czytałam na głos to, co akurat czytałam
sama. W wieku mniej więcej dziewięciu miesięcy moje dziecko zaczęło towarzyszyć
mi w czytaniu, to znaczy ja siedziałam koło łóżeczka i czytałam jej na głos, a
ona w łóżeczku przewracała strony kartonowej książeczki, nadając "ga ga ga".
Teraz ma 3 lata z haczykiem i nadal sama sobie "czyta" książeczki, choć teraz ma
to nieco więcej sensu; po prostu opowiada o tym, co dzieje się na obrazkach.
"Czyta" też młodszej siostrze. I dobrze, bo młodszą zaniedbałam. Zaczęłam jej
czytać dopiero, jak miała coś koło 6 miesięcy, wcześniej po prostu z różnych
względów nie miałam czasu. Zobaczymy, jak się to odbije na jej intelekcie.



Temat: zwolnienia lekarskie
Nie jest niestety poprawne! To, że dopuszcza tę formę jeden jedyny słownik tzw.
kręgu warszawskiego, to nie znaczy, że jest tak poprawnie. Raczej należy uznać
tę propozycję wydawniczą za eksperyment i ułatwiacz życia tzw. dziennikarzom.
Froma stanie się oczywiście poprawna, wyprzedza ją uzus, ale Inteligent długo
będzie pielęgnował "tę" oraz "postaci" i tym podobne. Wkrótce "wziąść"
wyrzuci "wziąć". A zapewne kiedyś inteligęt inteligenta... itd. Wszystko płynie.

To, że w sytuacji nieoficjalnej dopuszcza się kolokwializm, nie orzeka o
poprawności formy. To, że dopuszcza to tzw. krąg warszawski, nie przekonuje
innych - Warszawa przestała być centrum poprawnościowym ok. 40 lat temu.
(kryteria autorytetu. Mliko i se też jest poprawne, gdyż ten, kto uzył tych
form jest świadomy zastosowanej klamry nadawczej.

Poprawkę może zrobić jedynie Komisja Języka Polskiego.

Przecież tą/tę jest to różnica w sytuacji komunikacyjnej, itp.

I widzisz... tak już jest skonstruowana nasza nędzna kraina - prezydent z tak-
jakby-wykształceniem wyższym, gdzie nauczycielowi nie uznaje się wykształcenia
za wyższe, jeżeli nie zakończył etapu kształcenia obroną pracy magisterskiej. A
prezydent może. To jest przyład "kołodkowienia" - "falandyzacji" czy
skwaśnienia albo poprostu prawa powielaczowego.

Z wf jest tak w szkole - chore dzieci, to się pomaga - kombinatorzy, to się
czeka na rozwój sytuacji... nieznajomość prawa nikogo nie tłumaczy, nawet p.
doktor, która wypisuje zwolnienia, wchodząc nie w swoje kompetencje.

I w oświacie takich głupot jest wiele, za wiele, ale nie z wf.

Jakie państwo taki prezydent, jacy inteligenci taka inteligencja. Jakie prawo,
tacy prawnicy, jaka ziemia, takie ziemniaki... jacy księża, taki Księżyc.

A język polski jest jednym z języków bardziej obcych między Bugiem a Odrą.

:)




Temat: NAZWY MIEJSCOWE W POLSCE
Od najdawniejszych czasow ludzie nazywali swoje osady i znane miejsca od rzeczy
ktore znali. Popularne bylo stosowanie nazw dzierzawczych, pochodzacych od
najwazniejszej osoby w osadzie (co przeczy mitycznemu komunizmowi pierwotnemu
wg Sowietow). Stad nazwy takie jak Poznan - od Poznana (Poznan+j), Zukowo od
Zuka (zuk-u), Krolewo od krola (korl-ju), Janowice od Jana (Jan>przymiotnik
Janow, Janowic - syn Jana, Janowice - dzieci Jana), Polczyn od Polka
Inna metoda bylo stosowanie charakterystycznych cech terenu z odpowiednimi
koncowkami. Z reguly te pochodzace od rzeczownikow zakonczonych na samogloske
konczyly sie na przyrostki z n, od spolgloskowych wyglosow pochodza te z w i
inne: Sepolno - od sa(miedzy) polami, Lesno - od lasa, Koscierzyna od (ta)
koscierz. Brzezno od brzoza, Lipno od lipa

Pozniej jednak nastapilo totalne wymieszanie i nadawano nazwy niezgodnie ze
starym schematem, stad czeste mieszanie przyrostkow.
Poza tym nieznajomosc zasad polszczyzny wsrod ludnosci naplywowej owocowala
czesto przekrecaniem i dorabianiem nieprawidlowych etymologii. Jednym z
przykladow jest nazwa jeziora Zaspa, z zapisow niemieckich Saspe, ktora nie
pochodzi od zaspy (nazwalbys jezioro zaspa, pagorek albo szczyt?) ale od
praslowianskiego sa,s'pa (miedzy spami, wydmami). Innym jest Swarozyn,
niemieckie zapisy sa z sch, czyli pochodzi od imienia Swarosza, starego imienia
utworzonego na takiej samej zasadzie jak Junosza czy Bogusza. Ale dopasowali do
niego Swaroga, bo brzmialo podobnie.
Tczew, po niemiecku Dirschau, to dawniejszy Tr'sciew z przerwa tam gdzie jest
apostrof, od trz'ci, trzciny. Jak widac, "Germanie" przechowali stare
slowianskie nazwy w przeciwienstwie do zwacej sie Polakami ludnosci naplywowej,
a polskiego nie znajacej.
Dodam na marginesie, ze po polsku jest d'zdzownica a nie dz-dzownica z dwoma dz
z kropkami, od dezdz (obecnie deszcz), dopelniacz d'zdzu, jak bez, b'zu.
Niestety ludnosc naplywowa ze wschodu zniszczyla piekny polski jezyk i skazila
go swoimi regionalizmami, stad nawet w slownikach polskie czerstwy - zdrowy,
swiezy, jest zastepowane ukrainsko-rosyjskim - suchy, stary.

Ale to zupelnie inna historia.




Temat: Feministyczna nowo-mowa
Gość portalu: ggigus napisał(a):

> o, obrazliwy ton to np.:
>
> Dlaczego mi tłumaczysz wytłumaczone?
> Czy napisałam coś, co przeczyłoby tej tezie?
> Gdzie, ewntualnie, to napisałam?
>
> > Jesli nie mozesz pojac, ze jezyk sie ciagle zmienia, nie widze innej
> > mozliwosci, jak to ciagle na nowo powtarzac.

Zdecydowanie nie czytasz tego, co piszę. Cytuję samą siebie:
> Niestety język odzwierciedla swoją historię i ewoluuje bardzo powoli. Nigdy w drodze
> dekretów,
Co jest prawdą. To nie stoi w sprzeczności z moją konstatacją, że:
> Język się zmienia [...]

> Tak zmienia sie nastawienie do
> slowa profesorka, jak i zmienila sie "odmienialnosc " slowa radio. Podalam
> przyklad, zeby Ci wykazac zmiany zachodzace w jezyku teraz.

Ja się nie obraziłam za przykłady, które mają mi coś wykazać, bo zawsze można wzbogacić
wiedzę. Jednak zauważ, że na temat ewolucji języka już coś tam wiem, co było widać z moich
wypowiedzi. Ale jakoś cierpliwie znoszę 'wykazywanie mi', chociaż zasugerowałam, że było
trochę zbędne ('wykazywanie mi wykazanego'). Niczego w tym nie ma niegrzecznego, żadnego
'tonu'. Jeśli to jest 'ton', to chyba nie czytasz tego forum i nie widzisz grubiaństwa niektórych
facetów.

> Empeko, odeslalam Cie do SLownika ort. , bo nazwa Komisja Jezyka Polskiego przy
> PAN czy Komisja Kultury Komietetu Jezykoznawstwa PAN, chyba cos Ci mowia.

To jest ton czy 'ton'?

> Czy
> mam Ci jeszcze dokladniej wyjasnic?

A to?

> Ci ludzie okreslaja normy jezykowe, ktore
> sa potem drukowane w slowniku i ktore Ty i ja uzywamy.

Ja stosuję się do norm językowych nie dlatego, że mądrzejsi ode mnie wprowadzili je do
słowników, tylko dlatego że tak używam języka ojczystego jak się nauczyłam i jak go czuję
w całej jego złożoności.

> Cecha pelnoprawnego
> jezyka jest wlasnie sa wlasnie jego normy, jakie ustalaja sami uzytkownicy
> jezyka (lub raczej madrzejsi przedstawiciele uzytkownikow tego jezyka). Tyle o
> normach i gdzie one powstaja.

No więc mój dodatek na ten temat jest po to, żeby wskazać na nieco inne rozumienie normy
językowej. Pomińmy już dodatek o cechach pełnoprawnego języka, bo tego nie rozumiem. Co
do źródeł rodzenia się normy, to wcale tu o tym nie było mowy.

Na zakończenie - nie uważam naszych 'stosunków' za wymagające polepszenia, bo one się nie
'psuły'. Mam nadzieję, że pozostaną nie najgorsze, mimo różnicy zdań na tę czy ową kwestię...?
Proponuję zapomnieć o tej wymianie poglądów na 'tony'.

Pozdrawiam
Marta (empeka to login)



Temat: Odmiana w przypadku...
> Rzeczowniki męskonieżywotne miękkotematowe (bo o takie tutaj chodzi) mają w
> dopełniaczu liczby mnogiej końcówkę -i/-y lub -ów. Szczegółowo zasady doboru
> tych (i nie tylko tych ;) ) końcówek opisuje "Gramatyka współczesnego języka
> polskiego. Morfologia", pod red. R.Grzegorczykowej, R.Laskowskiego i H.Wróbla.

Czy na pewno tych wszystkich trzech końcówek? Nie mam w tej chwili żółej
gramatyki pod ręką, więc nie mogę sprawdzić, ale wydaje mi się, że o ile
kryteria doboru końcówek -i i -y można wyodrębnić (będą to odpowiednio
zakończenie tematu na miękką spółgłoskę i spółgłoskę l oraz zakończenie tematu w
postaci spółgłoski funkcjonalnie miękkiej).
To, co mi przychodzi do głowy w odniesieniu do końcówki -ów, to zakończenie
tematu na spółgłoskę twardą oraz zakończenie mianownika l.poj. na -a, -ca, -ec.
Ale i tak jest problem z całą masą rzeczowników o tematach zakończonych na
spółgłoski miękkie i funkcjonalnie miękkie, które w dopełniaczu l. mn.
przyłączają końcówkę -ów.

> chciałbym podzielić się z forumowiczkami i forumowiczami swoim zdaniem, że
> słowników nie należy traktować jak wyroczni. Język (w tym fleksja) jest tworem
> żywym i podlegającym ciągłym zmianom, a słowniki powstałe często kilkanaście lu
> b
> kilkadziesiąt lat temu po prostu za tymi zmianami nie nadążają. Problemu czy
> lepiej uczyć obcokrajowców norm zawartych w słownikach, czy tego jak
> rzeczywiście mówią Polacy raczej tu nie rozwiążemy, ale bardzo chętnie zapoznam
> się z Waszymi opiniami na ten temat. Pozdrawiam!

Zgadzam się z Tobą i równocześnie się nie zgadzam;) Ja też staram się dzielić z
uczniami uwagami, co do tego, jak rozwija się nasz język i co się w nim zmienia.
Podrzucam jakieś smaczki z języka potocznego. Uważam zresztą, że jest to
nieuniknione, bo przecież nasi uczniowie to przecież samodzielne, inteligentne
istoty, które, szczególnie, jeśli uczą się w Polsce, po prostu wychwytują
niektóre rzeczy "z ulicy".
Ale z drugiej strony, nasi uczniowie mogą chcieć zdawać kiedyś jakiś egzamin z
języka polskiego. I co w tedy? Ja się boję, że ktoś kiedyś zapuka do moich drzwi
(a raczej skrzynki mailowej), z reklamacją, że źle go nauczyłam, bo
powiedziałam, że Polacy w większości mówią "Gdzie idziesz?", a jakiś mądry
egzaminator uznał, że jedynie słuszną jest forma "Dokąd idziesz?". Dlatego mam
zasadę, najpierw formy poprawne, literackie, a na marginesie, jako uzupełnienie,
formy potoczne.
I jeszcze jedna sprawa, jakoś nie potrafiłabym uczyć kogokolwiek tak przecież
rozpowszechnionych, używanych przez Polaków, form, jak "szłem" czy "wziąść".




Temat: Co sia kedajś we marcu zdarzuło
Jó, dzisioj mowam tyż cóś no Lelo

1745 - W Nidzicy urodził się Daniel Vogel, nauczyciel języka polskiego, autor podręczników i słowników do nauki tego języka, tłumacz, bibliofil. Napisał m.in. podręcznik dla młodzieży „Rozmaite uciechy albo zgromadzenie niektórych geograficznych, fizycznych, politycznych historycznych nauk i przypadków na pożytek i snadnieysze poięcie polskiego ięzyka...”, wydany we Wrocławiu w 1768 roku z tytułem równoległym w języku niemieckim (zm. 1829).

1794 - Generał Antoni Madaliński odmówił nakazanej przez władze rosyjskie redukcji liczebności I Wielkopolskiej Brygady Kawalerii Narodowej i na jej czele wyruszył z Ostrołęki w kierunku Krakowa. Tak rozpoczęła się insurekcja kościuszkowska, czyli polskie powstanie narodowe przeciw Rosji i Prusom, spowodowane II rozbiorem Polski i rządami konfederacji targowickiej. Zakończyła się 16 listopada 1794, gdy ostatnie oddziały powstańcze skapitulowały przed Rosjanami w Radoszycach.

1876 - Zmarł Franciszek Bażyński, ksiądz katolicki, działacz narodowy i oświatowy, organizator bibliotek ludowych, poseł do sejmu pruskiego. Założył w Poznaniu Wydawnictwo Dobrych i Tanich Książek (1863 – łącznie 140 tys. egz. publikacji w j. polskim), rozprowadzanych na terenie zaboru pruskiego i w Niemczech (ur. 1801).

1917 - W Purdzie koło Olsztyna urodziła się Maria Kensbock, wychowawczyni przedszkoli, działaczka harcerska.

1956 - W Moskwie zmarł Bolesław Bierut, działacz komunistyczny, pierwszy przywódca Polski Ludowej (prezydent RP), a następnie premier PRL. Wzorem Józefa Stalina lubił pokazywać się z dziećmi (na jednej z fotografii trzyma na rękach Agnieszkę Holland). W ocenie dzisiejszych historyków był jednym z największych zbrodniarzy w historii Polski – człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć wielu tysięcy ludzi. Jego syn, Jan Chyliński, w latach 70. XX w. był ambasadorem PRL w RFN (ur. 1892).

1977 - W Olsztynie zmarła Marta Hanowska-Sendrowska, wychowawczyni przedszkoli polskich na Warmii.

1999 - NATO poszerzyło się o Węgry, Czechy i Polskę.

2005 - W Olsztynie zmarł Leszek Strycharski, dziennikarz Radia Olsztyn, potem dziennikarz redakcji polskiej Radia Moskwa, po powrocie w 1985 r. sekretarz generalny Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego "Pojezierze", potem publicysta w „Gazecie Olsztyńskiej”, w której pracował do 1990 r. W pierwszej połowie lat 90. zarabiał jako kierowca tira. Do zawodu wrócił poprzez współpracę z „Dziennikiem Pojezierza”, by na dobre zagościć w tygodniku „Kulisy Warmii i Mazur”. Przed śmiercią zdążył skończyć reporterską książkę „Na tropach Kłobuka”, której wydania już nie doczekał (ur. 1948).




Temat: Jak odmieniać w takim razie przez przypadki...
ogolna zasada mowi ze apostrofu używamy po ‑e nie wymawianym

w papierowym Slowniku Poprawnej Polszczyzny znzlazlam ze:
nazwiska zakonczone na -e nieme (nie wymawiane) odmieniaja sie wedlug wzorcow
deklinacji rzeczownikow polskich, przy czym koncowki poprzedza sie apostrofem,
np.: de Gaulle - de Gaulle'a - z de Gaulle'em; Lodge - Lodge'owi, o Lodge'u.

co do imion to jest to bardziej zagmatwane i nie moge sie w tym polapac:
" Imiona obce uzywane w formie oryginalnej nalezy zawsze odmieniac - jesli
tylko ich postac fonetyczna umozliwia zaliczenie ich do odpowiedniego typu
deklinacyjnego. Nieodmienne natomiast sa (...)imiona meskie zakonczone na
samogloske inna niz -a, -o, -y (np: Lope, Radu, Andrew), a takze akcentowane na
ostatniej sylabie (Rene, Louis, Andre). Imiona meskie pierwszego typu
zdecydowanie nie odmieniaja sie (...)"

on-line slownik poprawnej polszczyzny (tylko o nazwiskach)
zajrzyj do wyszukiwarki pod odmiana

slowniki.pwn.pl/poradnia/
Odmiana nazwisk zakończonych na samogłoskę jest w polszczyźnie dość
skomplikowana i zależy przede wszystkim od rodzaju tej samogłoski. Poniżej
przedstawiam możliwie zwięźle podstawowe zasady:

Nazwiska męskie, które kończą się na ‑u, są w języku polskim nieodmienne, np.
Coseriu.

Te, które kończą się na ‑i, ‑e, odmieniają się przymiotnikowo, np. Verdi, D.
Verdiego.

Nazwiska o zakończeniu ‑a odmieniają się zawsze, np. Santana, D. Santany.
Nazwiska zakończone na ‑o mają odmianę rzeczownikową męską, jeśli są
pochodzenia obcego, np. Caruso, D. Carusa. Podobne nazwiska polskie odmieniają
się jak rzeczowniki żeńskie, np. Matejko, D. Matejki.

Nazwisk zakończonych na ‑e i ‑o można nie odmieniać, gdy występują razem z
imieniem lub jakimś odmienianym wyrazem pospolitym nazywającym osobę, np. gol
Grzegorza Lato (lub Grzegorza Laty), kolekcja mistrza Versace (lub mistrza
Versacego).

— Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski




Temat: Oprę Kayah'ę
Oprę Kayah'ę
Spytano mnie ostatnio o możliwość odmiany imienia Oprah (chodziło o Oprah vel
Oprę Winfrey). W zasadzie byłem przekonany, że ndm, ale zacząłem szukać, czy
jest to jedyna możliwość. Oto cytat:

  < Imiona żeńskie w języku polskim są zwykle zakończone na -a, i tylko
  te odmieniamy. Imiona Kayah, Sarah, jako zakończone na spółgłoskę, nie
  powinny być w związku z tym odmieniane. Problem, prosty w piśmie,
  komplikuje się w mowie, ponieważ mówimy [kaja, sara]. Z tej przyczyny
  w języku mówionym pojawiają się formy poszczególnych przypadków [kaji,
  kaję, kają; sary, sarze, sarę, sarą]. Sądzę, że można taką odmianę
  dopuścić, ale tylko w mowie, ponieważ wyrażenia [płyta kaja, wizyta
  sara] nie są jednoznaczne i nie brzmią dobrze. >
    ( slowniki.pwn.pl/poradnia/lista.php?szukaj=kayah&kat=18 )

Tymczasem w "Słowniku nazw własnych" (ten sam autor) są m.in. takie hasła:
  Bernhardt - Sarah (a. Sara) Bernhardt, CMs. Sarze Bernhardt, B. Sarę
        Bernhardt
  Vaughan - Sarah Vaughan, ndm. a. D. Sary Vaughan, CMs. Sarze Vaughan,
        B. Sarę Vaughan, N. Sarą Vaughan

O ile w pierwszym przypadku dopuszczona jest oboczność w mianowniku (co
dawałoby pretekst do odmieniania), o tyle w drugim przypadku w mianowniku
jest już tylko Sarah. A jednak odmianę dopuszczono (co dla mnie oznacza tyle,
że skoro stanowisko językoznawcy jest tak niejednoznaczne, to ja dla własnych
celów mogę pisać jak mi się podoba).

A to natchnęło mnie do poszukiwania innych możliwości, które tutaj zgłaszam
jako niezobowiązującą fantazję ortograficzną:

1) Skoro piszemy Wayne'em i Rabelais'go (uznając, że niektóre kawałki tych
nazwisk są nie wymawiane), to może by pisać SARAH'Ę, OPRAH'Ę i KAYAH'Ę, hę?

2) Skoro odmiana dotyczy przedostatniej litery (wymawianej), to może pisać
SARĘH, OPRĘH i KAYĘH?

Nie wiem jak wam, ale mnie się te wynalazki całkiem całkiem podobają.



Temat: Wewnetrzna kolonia
anita58 napisała:

> bartoszcze napisał:
>
> Sam wiesz, jak mnie zawsze drażnił "opa", ale nie z samej
> > niemieckości, tylko dlatego, że uważałem to za zachwaszczenie
> godki,
> > ograniczające używanie jakże rdzennego "starzika".
> nie wiem czemu, ale okreslenie "zachwaszczenie" w tym temacie,
> wypowiadane dodatkowo przez nie-Slazaka podnosi mi cisnienie. A
poza
> tym jest dowodem bezczelnej ingerencji obcych. Slaski jest
> wlasnoscia Slazakow i moga oni robic z nim co chca. A Polacy z
dala
> od slaskiego! Skoro Czesi mogli zrezygnowac z teatru i miec
divadlo,
> to czemu Slazacy nie mogliby pol slownika niemieckiego wprowadzic
do
> slaskiego gdyby mieli taki kaprys?

Zapewne mogą, ale nie zmieni to faktu, że z językowego punktu
widzenia będzie to zachwaszczenie języka. Czym innym jest bowiem
wprowadzenie do języka słó nowych na określenie nowych desygnatów, a
czym innym wypieranie słów istniejących przez obce, zwłaszcza w
zakresie słów podstawowych. Jakbyś zareagowała, jakby Twoje
Maleństwa zaczęły same z siebie mówić: "mama, jadymy do dziadka"?

Podobnie z oburzeniem czytalam
> tez wypowiedzi Rady Jezyka Polskiego czy jakos tak na temat
slaskiej
> Biblii, o ktorej mowili ze ma wulgarne wyrazy i tu podawali
> slowo "frelka"!!!!!!!

słowo "wulgarny" w pierwotnym znaczeniu nie oznacza "obraźliwy", ale
raczej "pospolity":)

> A wracajac do "opy". Ja poznalam slowo "starzik" po zakonczonej
> edukacji! Wczesniej znalam tylko "oma" i "opa". Podobnie mowily
moje
> omy i opy o swoich omach i opach. Wiec slowa te nie weszly do
> slownika slaskiego w obecnych latach jak niektorzy sugeruja. A
zeby
> bylo jasniej, rodzine mam i w obecnym slaskim i opolskim, wiec nie
> byla to specyfika jednak wsi.
>
Myślę, że możesz sobie obniżyć ciśnienie:) bo wszak użyłem czasu
przeszłego przytaczając swój pogląd. Napisałem już zresztą o tym
szerzej w tym wątku.
A nadal uważam, że ten "starzik" jest wartością samą w sobie, jako
słowo charakterystyczne, prawie że identyfikujące. Ale jak już
nieraz pisałem przy róznych okazjach, nie mam zamiaru niczego nikomu
narzucać.




Temat: analfabeta J. Kowalski
Drogi Wojtku! Od pewnego czasu spokojnie znoszę wszelkie
uszczypliwości, które kierujesz tu w moim kierunku. Tym razem jednak
chyba troszkę przesadziłeś.
Otóż po pierwsze to nie radny Karaś, a radny Mariusz Fogiel zwrócił
uwagę na nieodmienność słowa "logo", choć ja się z nim całkowicie
zgadzam.
Najbardziej ubawiło mnie jednak Twoje stwierdzenie: "To, ze radny
Karas powoluje sie na slowniki, to niestety, niczego
nie oznacza, bo kiedy mamy do czynienia z uzusem, wiele rzeczy
mozemy zrobic, przeciez powiesci nie piszemy". Według tej Twojej -
bardzo śmiałej zresztą teorii - z językiem polskim można zrobić, co
się chce (skąd ja to znam: a po co nam słowniki?)i zawsze znajdziesz
jakiś argument. I nie ma, jak widać dla Ciebie znaczenia, że te
słowniki, na które powołujemy się przecież dość często, tworzą na
ogół wybitni polscy językoznawcy. Zdążyłem się już jednak (czytając
Twoje posty na Forum) przyzwyczaić, że jesteś specjalistą od
wszystkiego, wybitnym autorytetem zarówno w dziedzinie transportu,
jak i językoznawstwa, również budownictwa i drogownictwa, środków
unijnych, polityki w skali mikro i makro itd itd. Ludzie na Forum,
bywa, że także przecież specjaliści w różnych dziedzinach schowani
pod róznymi nickami, to dla Ciebie kupa idiotów, którym - w sposób
często bardzo nieporadny i dziecinny - odpowiadając zdaniem na każde
zdanie, próbujesz udowodnić jedynie słuszną rację - rację Wojtka M.
Piszę to wszystko dlatego, że naprawdę jesteś facetem, który może do
czegoś dojść, pod warunkiem wszakże, iż nie będziesz postępował
wzorem skeretarza jedynie słusznej partii z lat 50., który bez
względu na to co powiedział, zawsze miał rację. A tak na zakończenie
przytoczę Ci pewną maksymę:"kto kocha wszystkich, naprawdę nie kocha
nikogo, kto zna się na wszystkim, nie zna się na niczym". Ta druga
część tego powiedzenia na razie (niestety!) jak ulał pasuje do
Ciebie. Mam nadzieję, że jednak potrafisz wyciągać wnioski z dobrych
i naprawdę szczerych rad. Pozdrawiam, Bohdan Karaś



Temat: Dzieci jedzą śmieci
Mowa polska "być trudna języka"?
Rok-dwa na emigracji i już polskiego języka w gębie zapominasz. Na
twoim miejscu wstydziłabym się wchodzić na to forum. Nie masz w domu
słownika, nie potrafisz już sklecić poprawnego zdania w mowie
ojczystej? Wstyd!!! Artykuł nie jest tendencyjny. Tylko kilka lat na
obczyźnie robi swoje i nie widzi się już, ilu małoletnich spaślaków
chodzi po amerykańskich ulicach. Typowe zamerykanizowane podejście
osoby ograniczonej społecznie i mentalnie: "moje dziecko chodzi do
szkoły, gdzie takich rzeczy nie ma, to znaczy, że takie rzeczy nie
mają w ogóle miejsca", czemu mnie to nie dziwi? Ponadto zaprzeczasz
własnym wypoconym tezom - czy kanapka z szynką jest zdrowa? A
makaron, kurczak? Ponadto Manhattan nie jest wykładnią życia w USA.
To raczej piękny obrazek dla turystów, a prawda kryje się na
zadupiach, gdzie ludzie nie potrafią już chyba rozróżnić marchewki
od cebuli, bo jedzą tylko śmieci z fast-foodów. Spostrzeżenia
Polaków, którzy zrobili sobie kilkutygodniowe wypady do kraju wuja
Sama są następujące: duuuuużo grubych dzieciaków na ulicach,
śmieciowe żarcie, warzywa i owoce bez smaku, wszystko w rozmiarze
XXL, dietetyczna katastrofa. Mój znajomy zakończył swój spacer po
pewnym miasteczku na miejscowym posterunku policji, bo patrol nie
chciał mu uwierzyć, że się wybrał na przechadzkę, gdyż tam wszędzie
wozi się tyłek samochodem. Standardowo jest tak: szczupła sylwetka
jest synonimem wysokiego statusu społecznego i intelektualnego.
Amerykańska prowincja to tłuste świnie ociekające potem, ludzie bez
świadomości własnego ciała, braków intelektualnych, wychowani na
ogłupiających programach telewizyjnych i serialach, rozumiejący
rozrywkę kulturalną jako usadzenie dupska przed telewizorem albo
wypad do śmierdzącego baru dla kierowców ciężarówek. Prawda o USA i
jej grzechach kryje się na amerykańskiej prowincji , a nie w
luksowych dzielnicach wielkich miast.



Temat: Jeszcze raz poprosze o porade (4 jezyki)
Dyzurna,

Myślę, że jeśli dziecko się dobrze czuje w francuskim przedszkolu, to nie ma sensu go teraz przenosić do innego przedszkola. Co innego gdyby z tym przedszkolem były kłopoty, dziecko byłoby tam nieszczęśliwe, nie chciało chodzić, płakało itp. Tylko wtedy bym przeniosła dziecko do polskiego przedszkola.

Jeśli nie ma kłopotów, to naprawdę nie widzę powodu, by dziecko nie mogło chodzić przez najbliższe dwa lata do przedszkola francuskiego. Naprawdę nie zaszkodzi, jak się już wcześniej nauczy trochę francuskiego. Są rodzice którzy mniej dbają o język ojczysty, są tacy co dbają bardziej. Z Twoich powyższych wypowiedzi wnioskuje, że Ty należysz do tych ostatnich. Jak stosujesz OPOL, regularnie czytasz polskie książki, jeździsz do Polski, masz polska nianię, to nie ma siły by dziecko w dwa lata polski zapomniało. Ja wcale nie uważam, że trzy języki dla czterolatki to za dużo. Tym wieku mój syn po polsku prawie nie mówił, ale wszystko rozumiał. Teraz ma lat siedem, posługuje się biegle trzema językami, z tym że angielskim z którym miał styczność od 5 miesiąca życia w żłobku, włada najgorzej, mimo że tym właśnie językiem porozumiewa się z kolegami w szkole. Ma po angielsku zdecydowanie najuboższe słownictwo. My mu bardzo dużo czytamy w domu po polsku i po niemiecku. Po angielsku w szkole rozmawia z kolegami głównie o piłce nożnej, piratach, bitwach morskich, wojnach gwiezdnych, pokomanach, grach komputerowych i tym podobnych głupotach, wiec niby skąd miałby mieć bogate słownictwo po angielsku. W tym wieku dzieci więcej uczą się języka od dorosłuch niż od kolegów. Choć oczywiście koledzy mogą mieć duży wpływ na wymowę.

A jak już pisałam wcześniej, jak najbardziej popieram szkolę polsko-francuską po zakończeniu przedszkola. Wtedy wasze dziecko będzie mówiło jako tako po francusku i nie będzie to już dla niego język obcy, którego musi się uczyć od podstaw. Wiec będzie znało oba szkolne języki.

Tak na marginesie: do dwujęzycznej szkoły mojego syna przychodzą ciągle dzieci, które nie znają ani angielskiego ani niemieckiego. Na ogół po roku nauki mówią jako tako po angielsku. Po niemiecku zaczynają mówić po dwu - trzech latach w szkole. Mój syn, jako jedno z nielicznych dzieci, znal jako tako oba języki przed rozpoczęciem nauki w szkole, i to bardzo dobrze mu wpłynęło na samopoczucie, mimo że w obu językach mówił gorzej niż dzieci jednojęzyczne. Przez pewien czas nawet służył kolegom za tłumacza i tłumaczył z niemieckiego na angielski dla angielskojęzycznych kolegów.

k.bazylejska

Jaś 12.2002 Klara 02.2007 niemiecki, polski, angielski



Temat: Historia harcerstwa polskiego
Druhna Anna Zawadzka pochowana na Powązkach
Na warszawskich Starych Powązkach 25.VI.2004 pochowana została druhna Anna
Zawadzka, zasłużona harcerka, uczestniczka Powstania Warszawskiego, siostra
Tadeusza Zawadzkiego "Zośki".
Zawadzką pożegnała rodzina, przyjaciele, harcerze ze Związku Harcerstwa
Polskiego, harcerze ze Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej, przedstawiciele
organizacji kombatanckich oraz siostry Urszulanki, u których swe ostatnie lata
spędziła druhna.
"Druhna Anna miała dar czytania drogowskazów, jej sumienie wskazywało jej, w
którą stronę iść. Nie uznawała półprawd i kompromisów. Dzięki niej harcerstwo
żeńskie nie jest tylko hasłem w słowniku" - wspominała zmarłą wiceprzewodnicząca
ZHP Wanda Czarnota. "Była bardzo wymagająca wobec siebie i nas, ale dzięki niej
dorastałyśmy, stawałyśmy się mądrzejsze" - dodała.
"Dziękujemy jej za wieloletnie starania o właściwe miejsce harcerek w ruchu
harcerskim. Nieraz spieraliśmy się o różne sprawy, ale naszym celem było zawsze
dobro harcerstwa polskiego" - powiedział harcmistrz Kazimierz Wiatr z ZHR.
Nad grobem Anny Zawadzkiej harcerze odśpiewali pieśni harcerskie. Trzy salwy
honorowe oddała Kompania Reprezentacyjna Wojska Polskiego.
Wcześniej, rano, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego odbyła się msza święta w
intencji zmarłej. Homilię wygłosił duszpasterz harcerzy ks. Jan Ujma. Mówił
m.in. o pracowitości, odwadze i szacunku, jakim cieszyła się wśród harcerzy
Zawadzka. "Była surowa i wymagająca, pracowała do końca, przez cały czas
otoczona harcerkami" - podkreślił Ujma.
Druhna Anna Zawadzka zmarła we wtorek, 22 czerwca 2004 w Warszawie. Była siostrą
harcmistrza Tadeusza Zawadzkiego "Zośki" - uczestnika akcji pod Arsenałem,
dowódcy Grup Szturmowych Chorągwi Warszawskiej, poległego w 1943 roku pod
Sieczychami. Jest on jednym z bohaterów znanej powieści Aleksandra Kamińskiego
"Kamienie na szaniec".
Anna Zawadzka urodziła się w lutym 1919. Jako hufcowa Hufca Śródmieście
(1942-44) brała udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie przez wiele lat
związana była z ruchem harcerskim. W latach osiemdziesiątych aktywnie
uczestniczyła w przeprowadzaniu zmian w ZHP, zakończonych przywróceniem
tradycyjnego prawa i przyrzeczenia harcerskiego. W latach 1990-93 była
wiceprzewodniczącą ZHP.
Przez wiele lat pracowała w warszawskich szkołach średnich oraz na Uniwersytecie
Warszawskim; uczyła logiki i języka angielskiego. Była autorką wielu monografii
poświęconych polskiemu harcerstwu. Niedawno opublikowano jej książkę "Dzieje
harcerstwa żeńskiego w Polsce w latach 1911-1949".



Temat: czy powinnam zaczacmowic w innym jezyku??????
Tak jak juz pisalem to wielokronie dla wielu ludzi taki model wychowania wydaje
sie nienaturalny jednak to nie ludzkie opinie stanowia o naturalnosci danej rodziny.
Kazdy model wychowania mozna uznac za nienaturalny (np. rodziny wegetarianskie
bo homosapiens jest z natury miesozerny) ale jesli dla nich ta sytuacja jest
naturalna, relacje i wartosci sa tym w co wierza - to napewno nie sa oni
nienaturalni.
Kazdy z nas ktory wychowuje dzieci w wielojezycznosci ma swoj jakis cel
(komunikacja z dziadkami, rodzina, poszerzanie horyzontow, wiedzy, lepszy start
w przyszlosci itp.) Kazdy z tych celow jest sluszny i dobry (jesli nie wynika z
naszych chorych ambicji czy czystego snobizmu). Dla mnie najwazniejszymi
wartosciami jakie chce przekazac mojemu synowi sa moralnosc, dobroc i uczciwosc.
I wierzcie mi jesli jezyk mialby byc w tym przeszkoda to dwujezycznosc zawiesze
na kolku. Naleze do ojcow ktory rozni sie od matki jedynie tym ze nie karmil
piersia, a dwujezycznosc dodatkowo mnie mobilizuje do zawezenia kontaktow z
synem gdyz wszystko musi poznawac dwa razy.
Naturalnosc - piekne slowo - lecz czyz naturalne jest wpychanie 12 latka w lawke
i kazanie mu zakowac slowka - jezyk ktorego sie tak nauczy z duza pewnoscia
bedzie dla niego po prostu obcy.
No coz a acent - Cinek bedzie zapewnie mial go po mnie - ale dla mnie smiesznosc
nie mowienia jest wieksza od smiesznosci mowienia. Polska pomimo swojej
otwatrosci nie jest jeszcze jezykowym Eldorado, dlatego zawsze zbijam smiechem
argument ze przejmnie moje wady wymowy (nie nativa) gdyz jak pojdzie do szkoly
to na 99% nauczycielem angielskiego bedzie Polak z podobnym akcentem jak moj (a
czasmi i z gorszym - spotkalem takich w swoim zyciu). Jednak dla Cinka angielski
nigdy nie bedzie jezykiem obcym, gdyz dla niego "lemon" to nie slowo znalezione
w slowniku jako cytryna, ale zolty kwasny owoc ktory wykrzywia mu usta gdy go
smakuje.

Uff.. zrobilo sie powaznie to moze zakoncze z przytupem
Choc do nauki jezykow na tym forum nie trzeba zachecac nikogo przypomnial mi sie
stary kawal
Myszka ucieka przed kotem, w ostatniej chwili schronila sie przed nim w swojej
norze. Siedzi cicho, nasluchuje uwaznie i slyszy szczekanie.
Mysli sobie aaaa... przyszedl pies wiec napewno przeploszyl kota.
Wyszla wiec wprost do pyska kota.
Kotek oblizujac sie ze smakiem, rzucil mimochodem
- W dzisiejszych czasach gdy nie znasz jezykow obcych to zdychasz
z glodu.

P.S. Kranie jak zawsze mile polechtalas moje meskie ego




Temat: pomoc w migrenie
No to teraz jak juz sie wzajemnie poprowokowaliscie, i powiedzieli co myslicie,
poblyskali poiskrzyli i posyczeli, proponuje zakonczyc takie dyskusje.

I chociaz to nie ja jestem adminka tego forum tak sie sklada ze od poczatku
nieformalnie spelniam te funkcje w zastepstwie prawdziwej adminki ktorej
zdrowie nie pozwala sie tym forum zajmowac tak jak by chciala.
(Mam nadzieje ze pozostali uczestnicy sa zadoloweni z moich "rzadow")

Korzystajac z samorzutnie narzuconej sobie roli wodza, chcialabym, zwrocic ci
uwage Cassandro ze wydajesz sie byc bardzo inteligentna, "oblatana" a
najwazniejsze to masz duza wiedze o migrenie, ktora na pewno dla wielu z nas
jest tez cenna. Ale - poniekad Larsa ma racje zwracajac uwage wtracania tych
francuskich slowek przez Gloubi.

Prawde mowiac bowiem, rozumiem te slowka, ale tez irytuja mnie niemozebnie.
Sama mam ochote wtracac angielskie bo nie zawsze mam gdzie znalezc dokladnie
ten sam sens oddajacy Zwrot po polsku. Np okreslenia medyczne sa dla mnie
czasem trudne bo w slowniku sa pojedyncze slowa, ale razem tworzace
bezsensowne zwroty.
Ale zdaje sobie sprawe ze wiekszosc tutejszych uzytkownikow i tak nie doceni
sensu tego jednego slowa po ang. bo jak- przeciez nie zna jezyka.

Popatrzmy tez na to z drugiej strony. Watpie aby na jakimkolwiek francuskim
forum migrenowym ktos byl zadowolony ze jakis Polak narzuca innym nauke
polskiego. Nawet jesli na poczatek zostaloby to przyjete z przymruzeniem oka po
pewnym czasie by bylo denerwujace. Jesli ktos sie chce uczyc obcego jezyka ten
zapisuje sie na kurs, a forum o migrenie ma byc o migrenie.

Gloubi- rozumiem ze masz trudnosci z pisaniem po polsku ale... bez przesady -
takie slowa jak "résultats", "effets", "important" - rezultaty, efekty,
waznosc - (jak wazne/y) - przeciez to jest prawie to samo w obie strony
wiec .....???? jakie trudnosci masz z tlumaczeniem?

masz na pewno francusko polski translator dodaj do ulubionych, otworz na raz
dwa okna i bedziesz sprawdzal na biezaco.

Wracajac do Cassandry. Sama kiedys popelnialam te same bledy co ty - walilam
prosto z mostu to co mysle, a teraz najchetniej wykasowalabym te watki w
ktorych nie najlepiej sie pokazalam.
Niestety jest juz za pozno. Radze ci wiec dobrze przemysl to co ci w pierwszej
chwili przyjdzie do glowy, w pierwszej emocji, szczegolnie jesli nie jest to
pochlebne dla odbiorcy ( a tym samym dla ciebie).
zawsze mozna napisac to samo ale grzeczniej..

A wszystkim zycze aby starali sie pamietac ze jak do tej pory nasze forum
szczesliwie omijaly rozne takie tam kontrowersje, polemiki, PROWOKACJE,
bardziej prywatne niz na temat, i starajmy sie aby dalej tak bylo..

Wesolych Swiat Wielkanocnych,

:)

Venus




Temat: Jak mądrze zadawać pytania
Z tego linku podoba mi się animacja i graficzne przedstawienie
alfabetu, oraz ten fragment wypowiedzi:
"Znaki migowe daktylograficzne, w tym głównie alfabet palcowy, służą
przede wszystkim do celów specjalnych, takich jak przekazywanie nazw
własnych i wyrazów, dla których brak znaków ideograficznych i
wreszcie przekazywanie końcówek wyrazów w systemie językowo-migowym
pełnym. Alfabet palcowy ma również zastosowanie przy przekazywaniu
imion, synonimów i wyrazów bliskoznacznych, a także przy
wprowadzaniu nowych pojęć wraz z ich znakami migowymi (tzw.
literowanie nowych wyrazów).

Znaki daktylograficzne są uzupełnieniem znaków ideograficznych.
Składa się na nie alfabet palcowy, a więc zestaw znaków
oznaczających poszczególne litery alfabetu (także niektóre digrafy,
jak np. ch, sz, cz, rz), znaki liczebników głównych i porządkowych,
ułamków zwykłych i dziesiętnych, znaki interpunkcyjne itp.
Każdy język migowy posiada swe charakterystyczne słownictwo - migowe
znaki ideograficzne, które określają poszczególne słowa, czasem
krótkie zwroty. Ich liczba w różnych językach waha się od 5 do 15
tysięcy znaków, które stanowią podstawę komunikacji. Wszystkie znaki
migowe zwane alfabetem palcowym i znaki liczb pełnią głównie funkcje
pomocnicze i uzupełniające do metody migowo-ideograficznej. Polega
ona na porozumiewaniu się głuchych z głuchymi, przy pomocy umownych
znaków migowych określających dane pojęcie (osoby, rzeczy, zjawiska,
czynności itp.). Jej charakterystyczną cechą jest specyficzna
struktura gramatyczna - bez zakończeń fleksyjnych. Znaków migowych
używa się w szyku gramatycznym języka ojczystego, dodając za pomocą
alfabetu palcowego końcówki fleksyjne lub sekwencje znaków
daktylograficznych, prezentujące np. imiona własne za pomocą
alfabetu palcowego.

Pełny wariant systemu językowo-migowego polega na równoległym
przekazywaniu tego samego tekstu w języku mówionym i miganym z
dokładnością „co do litery”, a więc precyzyjne odwzorowanie w
przekazie miganym tekstu polskiego razem z końcówkami fleksyjnymi.
Dla każdej odmiennej części mowy ustalona została tzw. forma
podstawowa (przykładowo dla rzeczowników jest to mianownik liczby
pojedynczej), która nie wymaga uzupełniania końcówką
daktylograficzną, natomiast każda inna forma fleksyjna (zwana formą
pochodną) wymaga uzupełnienia końcówki za pomocą alfabetu palcowego."




Temat: cap gemini Krakow
Nowe biuro CG
Właśnie zakończyłem rekrutację do nowo otwieranego biura firmy Cap Gemini.
Wszystko zaczęło sie na Akademii Ekonomicznej w Katowicach, gdzie firma zrobiła
autoprezentację rekrutacyjną.
Pan opowiadał nam o CG.
Wszystko pięknie, fajnie. Chodzimy do knajpy co dwa dni i mamy lekarza na
parterze. Bosko.
A jak z językiem - ludzie pytają pana z CG, który wiele mówił o swojej ukochanej
firmie. On na to: Czym wy sie przejmujecie - mówi- present simple opanowany
i z każdym się dogadasz. Przecież technicznego słownictwa i tak cię nauczymy.
Ok, myślę sobie, złożę wstepną aplikację.
Za 10 dni telefon. Pani z HR. Bardzo miła, a jakże. Umawiamy się na test
z języka by phone. Wychodzi słabo. Wiem to. Pani z HR narzeka na płynność i
moje słownictwo techniczne (patrz; wymagania językowe na prezentacji
rekrutacyjnej) Ale mówi, że w sumie to wszystko jest ok, że zadzwoni raz jeszcze.
Po przemyśleniu sprawy, przy następnej rozmowie z panią z HR, mówię jej, że mój
poziom jest za słaby na Cap Gemini. Ależ skąd, da pan radę, w sumie to jest
dobrze! - odpowiada pani z HR.
No dobra, myślę sobie. Kolejny test by phone. Wypada lepiej ale dla pewności
jeszcze telefon od native'a. Native rekomenduje moją osobę.
YES YES YES mówię sobie po cichu.
Drugi, ostatni etap procesu. Rozmawa face to face z menedżerem w Krakowie.
Rozmowa po angielsku w miarę płynnie ale z potknięciami. Test z wiedzy IT nawet
nie najgorzej. Miła rozmowa. Po drodze pytanie (po polsku), jakie mam plany na
najbliższe 3 - 5 lat. Trudno powiedzieć - odpowiadam - ale tak w perspektywie 10
lat własny interes.
Koniec rozmowy, Żegnam się z menedżerem.
Dzień później telefon.
Niestety, failed. Nie dostałem pracy w Cap Gemini.
Powody?
1. Angielski - słaba znajomość słownictwa technicznego
2. Wyjawienie planów na przyszłość w perspektywie 10 (!) lat.Własny biznes. To
mnie skreśla ponieważ z góry zakładana jest słaba motywacja do pracy w CG.

Rady dla aplikujących:
NIE WIERZCIE W TO, CO MÓWIĄ LUDZIE Z TEJ FIRMY O TEJ FIRMIE!
Firma może sprzedawać ludziom gó.. ale w reklamie. W kontakcie z kandydatem
powinna być od A do Z szczera! Cap Gemini nie jest szczera.
Pewnie między bajki można też wsadzić ten ich pakiet socjalny
NIE BĄDŹCIE W KONTAKCIE Z TA FIRMĄ SZCZERZY! MÓWCIE IM TO, CO CHCĄ USŁYSZEĆ!
Czyli: plany na najbliższe 3-5lat? Dam się wyssać do ostatniej roboczogodziny
przez wspaniałą i cudowną Cap Gemini!

Ta firma po prostu nie dorosła by grać fair z ludźmi.

Pozdrawiam wszsytkich aplikujących:)



Temat: Ogloszenie parafialne - Utrecht - Holandia
Andrzejki
Gość portalu: mister napisał:

> WSZYSTKICH MIŁOŚNIKÓW DOBREJ ZABAWY ZAPRASZAMY NA
> ANDRZEJKI
> Of wel het "Sint Andreasfeest"
> 30 LISTOPADA 2002r
> Początek o godzinie 19.00 Zakończenie wieczoru o godzinie 1.30
> w miejscowości Zegveld, Middenweg 2, Telefon.: 0348 - 69 13 97
> Program imprezy obejmuje m.in.:
> WIECZÓR TANECZNY
> do tańca będzie grała grupa "HIT" z Düsseldorfu
> TRADYCYJNE ZABAWY ANDRZEJKOWE
> Dla chętnych na wróżby Andrzejkowe mamy przygotowany wosk aby trochę dla
> zabawy, a trochę na serio uchylić rąbka zasłony spowijającej przyłość
> KONKURS FOTOGRAFICZNY
> Ogłoszenie wyników konkursu fotograficznego i wręczenie nagród
> KIERMASZ KSIĄŻKOWY
> Nasze stałe stoisko z polskimi książkami, jak również najnowsze przekłady
> literackie, polskie gazety, periodyki, słowniki, podręczniki do nauki języka
> polskiego, albumy i wiele innych ciekawych pozycji.
> Takze polskie czasopisma z ostatnich tygodni (gratis)
> KRAM Z SERAMI PROSTO OD CHŁOPA
> W ubiegłym roku sery te wykonane podług starodawnej holenderskiej tradycji i
w
> ekologiczny sposób były tak popularne, że postanowiliśmy również w tym roku
> zaprosić producenta.
> GORĄCY I ZIMNY BUFET
> Zapraszamy na tradycyjne polskie specjały
> NIESPODZIANKA DLA ANDRZEJÓW
> ????????????????????????????
> PROGRAM ARTYSTYCZNY
> Sasia Deck - opracowanie wokalne - polskie piosenki w rytmie
> Maria Bosma-Drapacka - akompaniament
> Zamówienia biletów wstępu:
> www.pnkv.nl
>
>
> bilety na " Andrzejki" sa niemal wykupione.Ostatni gwizdek...
>
>




Temat: PROZA dnia dzisiejszego
Jacob Ludwig Karl Grimm
Bracia Grimm: Wilhelm Karl (ur. 24 lutego 1786 w Hanau, zm. 16
grudnia 1859 w Berlinie) i Jacob Ludwig Karl (ur. 4 stycznia 1785 w
Hanau, zm. 20 września 1863 w Berlinie) – znani niemieccy pisarze i
uczeni językoznawcy, członkowie Akademii Nauk w Berlinie. Na
podstawie wieloletnich badań podań, mitów i opowieści ludowych
opracowali zbiór baśni, które stały się klasyką, przetłumaczoną na
wiele języków. To tam właśnie pojawiają się charakterystyczne
zwroty: "dawno, dawno temu", "za lasami, za górami", czy
zakończenie "żyli długo i szczęśliwie".

Pierwsze wydanie, pt. Kinder- und Hausmärchen ukazało się w roku
1814. Oryginał, znany pod nazwą Kassel Handexemplare, można zobaczyć
na wystawie w muzeum braci Grimm w Kassel. Pierwsze wydanie polskie,
pt. Baśnie dla dzieci i młodzieży ukazało się w roku 1895.
Prawdziwym odkryciem było odnalezienie pierwszego Słownika
Niemieckiego autorstwa braci Grimm w Bibliotece Jagiellońskiej w
styczniu 2006 roku. Słownik braci Grimm opatrzony jest odręcznymi
poprawkami Jakuba i Wilhelma.

1) Jacob Grimm, brat Wilhelma i Ludwiga twórca germanistyki i nauki
o niemieckich starożytnościach, wraz z bratem Wilhelmem wydał oparte
na podaniach ludowych Kinder- und Hausmärchen (1812-1815), wielekroć
tłumaczone i na polski. Wraz z bratem Wilhelmem wydał nadto liczne
teksty średniowiecznej literatury niemieckiej: Lieder der alten
Edda, Deutsche Sagen (1816-1818) i Irische Elfenmärchen (1826).
Główne jego dzieła: Deutsche Grammatik (1819-1837, 4 t.), Deutsche
Rechtsaltertümer (1828) i Deutsche Mythologie (1835). Wydał nadto
zbiór niemieckich Weistümer (1840-1863, 4 t.) i Geschichte der
deutschen Sprache (1848). Razem z bratem Jacobem rozpoczęli też
wydawać Deutsches Wörterbuch.

2) Wilhelm Grimm, brat Jacoba i Ludwiga, niemiecki badacz
starożytności, oprócz wspólnych prac z bratem (zwłaszcza Kinder- und
Hausmärchen, w których miał główny udział), wydał sam wiele tekstów
średnio-górnoniemieckich) (Die deutsche Heldensage 1829) i rozpraw
ze starszej filologii niemieckiej. Wilhelm Grimm miał syna Hermana
(1828-1901), który był znanym pisarzem niemieckim.

Do rodziny Grimm można zaliczyć także Ludwiga, który był bratem
Jacoba i Wilhelma.

Ich podobizny widniały na tysiącmarkowym banknocie.




Temat: Poznań międzynarodowym centrum designu?
Pseudopurysto językowy, oto rozwiązanie zagadki
Design czy dizajn?

Aleksandra Cieślikowa, 2001-10-20, Kwartalnik 2+3D

Autorka, prof. dr hab., jest kierownikiem Pracowni Onomastycznej
Instytutu Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk.

Wyraz design należy do internacjonalizmów, czyli wyrazów, które występują w
większości języków europejskich. Współczesność przynosi zwiększającą się liczbę
zapożyczeń, których głównym źródłem jest, jak wiadomo, język angielski. Różny
jest stopień przyswojenia zapożyczeń przez poszczególne języki. Niektóre wyrazy
zachowują tę samą pisownię, co ęródło zapożyczenia, inne podlegają adaptacji
graficznej i fleksyjnej. Znamy wyrazy dawno zapożyczone z różnych języków,
które zachowują oryginalną grafię: a propos, désintéressement, lunch, tableau,
weekend. Dla innych wyrazów słowniki odnotowują obydwie formy: biznesmen obok
businessman, jazz obok dżez.
Wyrazu design ani przyswojonej graficznie formy dizajn część słowników polskich
w ogóle nie odnotowuje. Podają jedynie designer w znaczeniu: specjalista w
dziedzinie wzornictwa przemysłowego.

Design – dizajn według opinii znawców tematu nie można zastąpić odpowiednikiem
polskim. Potwierdza to fakt pojawienia się tego wyrazu w innych językach
słowiańskich, w czasopismach poświęconych grafice użytkowej i wzornictwu
przemysłowemu. Adaptacji graficznej i fleksyjnej podlega omawiany wyraz w
językach: chorwackim, słowackim i, co zrozumiałe, w rosyjskim; zaś tylko
fleksyjnej w języku czeskim.

Autorzy artykułów przeznaczonych dla projektantów, firm z nimi współpracujących
oraz innych kręgów zajmujących się grafiką użytkową i wzornictwem przemysłowym
chcą adaptować ten wyraz graficznie. Pytanie tylko, jak będziemy akcentować?
Obca pisownia sygnalizowała też inny akcent. Przy coraz powszechniejszej
znajomości języka angielskiego, sądzę, że czas jakiś utrzyma się akcent na
ostatniej sylabie w mianowniku, w innych przypadkach zgodnie z duchem języka
polskiego będzie padał na przedostatnią.

Nie podoba mi się wyraz dizajn, ale nie podoba mi się też kombajn (takie samo
zakończenie), komputer, szprycha i wiele innych, których używam i które na
stałe zagościły w języku polskim.
Takim wyrazem stanie się prawdopodobnie zaadaptowane dizajn. Pismo adresowane
jest również do przedstawicieli innych dyscyplin (psychologów, socjologów,
etnologów, prawników), czyli wyrazy w nim używane nie będą tylko terminami
specjalistycznymi. Stąd prośba do redaktorów i autorów o poprawność językową,
jasność wypowiedzi i nienadużywanie obcych wyrazów. Życzę pismu sukcesów i
wielu odbiorców.

Autorka, prof. dr hab., jest kierownikiem Pracowni Onomastycznej
Instytutu Języka Polskiego Polskiej Akademii Nauk.




Temat: Nadia Aleksandra - ladny zestaw?
sandra75 napisała:

> Biedny wróbelku, pozwól,że skomentuję niektóre z Twoich wypowiedzi.

Czy oczekujesz, żebym sie teraz zwróciła do Ciebie "nieszczęsna dżdżwniczko"?
Czego sie spodziewasz, wprowadzając do dyskusji tego rodzaju zwroty lub
oskarżenia o niską erystykę? Poprawy atmosfery? Załamania moralnego
przeciwnika? Doprawdy, nie rozumiem, jaką to ma funkcję.

Pytanie retoryczne to z definicji
>
> pytanie, na które nie oczekuje sie odpowiedzi
>
> Więc jest to pytanie które nie daje możliwości odpowiedzi.

Nie, bo nie jest de facto pytaniem. Albo - tak, bo jest stwierdzeniem. To tak,
jakbyś miała do mnie żal, ze zdanie zakonczone kropką nie daje mozliwosci
odpowiedzi.

Co do OED: nie
> sądzę, zeby miało znaczenie jakiego słownika używa się omawiając
> słowo "retoryczny", które jest słowem międzynarodowym i wszędzie oznacza to
> samo. Nie wiem dlaczego mam korzystać ze słownika języka polskiego, skoro na
> pólce mam słownik uważany za najlepszy, a znaczenie słowa "retoryka" jest
takie
>
> samo we wszystkich językach.

W różnych językach różne zwroty są definiowane inaczej, nawet pojęcia z pozoru
te same miewają rożny zakres. Aż dziw, że jako lingwistka nie zdajesz sobie z
tego sprawy.

Wiele imion
>
> jest motywowanych rzeczownikami pospolitymi, ale w miarę rosnącej
popularności
> imienia związek z rzeczownikiem robi się coraz słabszy (Zuzanna, Maciej).
> Myslę, że nawet w przypadku imion Sławomir/Mirosław znaczenie (które
> jest "widoczne" na poziomie ortograficznym) jest mało dostrzegane.

OK, nie będę brnąć dalej w tę dyskusję, bo nie jestem filologiem, ale w moim
odczuciu motywowanie słów wyrazami pospolitymi to zgoła co innego, niż użycie
wyrazu pospolitego jako imienia. Dlatego przypadek Sławomira jest zupełnie
inny, niż przypadek Nadziei.

> Konkrety proszę, konkrety. Jakież to rzeczy tak Cię zadziwiły i które
argumenty
>
> są nierelewantne?

Proszę. Konkretnie, zadziwiło mnie to, ze napisałaś "Wcale nie uważam że
dysponuję "jedyną słuszną wykładnią", to Ty, uprawiając
retorykę, zagarniasz sobie takie prawo.", a następnie "udowadniałaś" to
posługując się argumentami ze słownika jez. angielskiego w odniesieniu do
języka polskiego, choć go one w oczywisty sposób nie dotyczą.

> > Rozumiem, że Twoim zdaniem ja upierając sie przy swoim stwarzam sytuację
> > patową, a Ty upierając się przy swoim słuzysz obiektywniej, uwalniającej
> > prawdzie?
>
> I po co ta ironia? Ja prowadzę dyskusję bez prób ośmieszania Cię.

Po pierwsze, jeśli uważasz, że jest tak, jak piszesz, to gratuluję, ale uważna
lektura tego, co napisałas, od początku, powinna wyprowadzic Cie z błędu. Po
drugie, nie próbuje Cię ośmieszać, tylko pokazuje, jaką logiką sie kierujesz.
Jeżli Ty sie przy czymś upierasz, to jest to słuszne i głęboko właściwe (tak
zakładam, b jeszcze nie zauważyłam, żebyś napisała, że upierając sie stwarzasz
sytuacje patową), a ja - stwarzam sytuację patową własnie. Proszę bardzo,
chętnie podyskutuję, ale bez epitetów, którymi nieustannie operujesz.

Tylko, że
> potrafię również rozmawiać ośmieszając,

No proszę, wyobraź sobie, ze to zauważyłam!

Ja upieram się przy swoim za pomocą rzeczowej argumentacji i
> daję Ci mozliwość odpowiedzi, jeśli nie jesteś do tej argumentacji przekonana.
> Samo to jak widzisz wyklucza istnienie "obiektywnej, uwalniającej prawdy"
> (?????)

Ależ odpowiadam z apomocą rzeczowej argumentacji, ale z powodu tych odpowiedzi
jestem przez Ciebie oskarżana już to o "niską erystykę", już to o "stwarzanie
sytuacji patowej". Nie widzę żadnej rzeczowej kontrargumentacji z Twojej
strony, tylko obrzucanie mnie epitetami. Pozwala mi to zawestionować twoje
dobre w tej dyskusji intencje.




Temat: Co myslicie o stylu zycia w USA a w Europie-Polsce
> No tak, mogłam spodziewać się "porozbijanego" postu,
To fakt - trudno mi bylo odniesc sie do tak wielu (czesto zblizonych) zarzutow w
sposob calkiem skladny ☺

> Amerykaniec to potoczna
> polska nazwa Amerykanina
Tak potoczna, ze slownik jezyka polskiego PWN jej nie przewiduje? Jestes pewna,
ze nie chodzilo Ci o Jankesa? :) A moze mam stary slownik...:)

> gdyż piszesz, że fast-foodami to żywią się Latynosi... czyli
> gorsi są? Amerykanami już nie, jak piszesz?
☺) Przeczytaj jeszcze raz co napisalam - tym razem ze zrozumieniem.
>>A jezeli chodzi o konsumentow fast food-ow, to najliczniej korzystaja z ich
>>uslug - Latynosi ( wiekszosc z nich Amerykanami nie jest):)
Nie sa gorsi - podkreslilam tylko, ze najliczniejsza grupa jaka widze w tego
typu przybytkach sa ludzie nalezacy do grupy etnicznej okreslanej powyzszym
mianem. Amerykaninem jest osoba posiadajaca obywatelstwo Stanow Zjednoczonych, a
nie osoba mieszkajaca na ich terenie. Tak sie sklada, ze bardzo wielu z
rzeczonych Latynosow takowego nie posiada, wiec (jak napisalam uprzednio)
Amerykanami nie sa :)
A to co lubia jesc to ich sprawa - ani nie sa lepsi ani gorsi z tego powodu :)

>...mieszka w lepszej dzielnicy, to i knajpy są lepsze
Dzielnica jak dzielnica. Knajpy rozne (od tanich barow do przyzwoitych knajpek z
kelnerami w garniturach☺. A co do mojej linii - nie dbam zbytnio ale lubie
"krolicze zarcie" ;)

> Porcje w Mc-ach i innych restauracjach są też większe, niż
> w Polsce.
To zalezy od restauracji - zarowno w USA jak i w Polsce. Jezeli chodzi natomiast
o McDonalds-a, to sie nie zgodze - czasem zdarza mi sie truc ichniejszymi
wyrobami - bylam zaskoczona jak malutki, w porownaniu z polskim, jest tutaj
BicMac :)

> Nie wysysam tego z palca, gdyż znajomi bywali i
> pracowali w USA, i mieli raczej niepochlebne zdanie o tamtejszym > jedzeniu,
Nie wiem czemu Twoi znajomi meczyli sie jedzac, to co im nie smakowalo. Ja nie
lubie typowych amerykanskich sniadan, wiec ich nie jadam - wybieram cos innego a
nie chodze i narzekam, ze to takie „bee”.

> zdrowa żywność ze względu na wyższe ceny dostępna jest przede wszystkim dla
> bogatszych osób
No chyba niezupelnie. Kolacja u „Chinczyka” kosztuje tyle samo (lub nawet mniej)
jak zestaw w fast food.
Chyba, ze chodzi Ci o zywnosc organiczna – ja jej jednak nie kupuje, bo nie
zalezy mi na naklejce „organic” na marchewce ☺

> Rozumiem przez to, że gdyby jedzenie uprzednio serwowane w szkołach i
> restauracjach było takie zdrowe, jak to piszesz, nie byłoby problemu.
Z tego co mi widomo to chodzilo glownie o automaty ze slodyczami, innymi
przegryzkami i napojami gazowanymi…A te ciezko nazwac jedzeniem a co dopiero
zdrowym ☺

I na tym proponuje zakonczyc dyskusje na temat jedzenia w USA. Kazdy ma swoje
zdanie i moze dobrze. A nie widze sensu kontynuowania dysputy, ktora zaczyna
zmierzac w niesympatycznym kierunku – rasizmu ;)

Pozdrawiam
(objadajac sie arbuzem)




Temat: Zacisze-Elsnerów cześć 15
Ponieważ zostałem wywołany do tablicy po nazwisku (szkoda, że z małej litery,
ale cóż, jedni z domu wynoszą kulturę, inni telewizor...), to odniosę się do
zarzutów, choć słowo inwektywy, jest bardziej na miejscu.
Otóż, drogi Panie Rejtanie, moja aktywność na zebraniach spowodowana jest tylko
jedną rzeczą - dbaniem o mój partykularny interes, mój majątek, pod postacią
między innymi mieszkania. Pomimo zapędów do altruistycznych działań, będę o mój
majątek dbał i go chronił, bez względu czy Przewodniczący Janas jest mój brat
czy swat, czy Rejtanowi albo Carycy Katarzynie podoba to się czy też nie.
Kilkakrotnie zabierając głos na spotkaniach garażowych, używałem argumentów,
które mnie się wydają logiczne i jasne (oczywiście, nikt się nie musi z nimi
zgadzać, nie obrażę się) :
1. nie zmienia się koni w czasie przeprawy przez rzekę - stary zarząd daje
największe szanse powodzenia zakończenia budowy, doprowadzenia do notarialnego
przeniesienia własności mieszkań, itp. Zmiana zarządu spowoduje przesunięcie
czasu zakończenia budowy o kolejne tygodnie, co jest zrozumiałe i naturalne, bo
nowi ludzie w zarządzie muszą poznać podmiot zarządzania.
2. czas to pieniądz - nie mamy czasu na eksperymenty, bo zbliża się termin
zwrotu kaucji gwarancyjnych i kontrolowanie, czy naliczone kwoty ostatecznego
rozlicznia budowy II etapu są zasadne czy też nie, może doprowadzić do
postawienia spółdzielni w stan upadłości.
3. wierzyć i kontrolować - powołajmy własną Radę Nadzorczą, a wczoraj
zaproponowałem powołanie Komisji Rewizyjnej, bo wcale nie jest powiedziane, że
dotychczasowy zarząd będzie chciał wspólpracować z nową RN, a wtedy patrz punkt
1 i 2.

Prócz powyższych głównych tez, argumentowałem m.in.:
1. nie mam (ja nie mam) podstaw do zarzucenia czegokolwiek zarządowi i Radzie
Nadzorczej, mało tego, skłonny jeszcze jestem obdarzyć ich zaufaniem (choć nie
wiem, jak długo), bo pomimo wielu zastrzeżeń oraz uwag widzę i mam efekty ich
działalności (po owocach ich poznacie), w przeciwieństwie do grupy krzykaczy,
którzy poza deklaracjami, zapewnieniami i frazesami nie zaprezentowali nic
więcej. Więc, nie dołączę się do chóru oszczerców (tak, bo oszczerstwem jest,
bez prawomocnych orzeczeń sądu nazywać kogoś przestępcą, złodziejem, kłamcą
itp.). I mam prawo do takiej opinii, nawet w przypadku domniemanej (zarzucanej
mi) ułomności umysłowej.
2. Rozumiem rozczarowanie spółdzielców II etapu, ale to nie upoważnia do
stosowania zasady "po nas choćby potop", ignorowania zasad prawa
(partycypowanie I etapu w kosztach budowy II), negowania podjętych już uchwał i
stosowanie zasady "kto nie z nami, ten przeciw nam" (choć ostatnimi czasy mamy
wzorce tej zasady z najwyższej półki)
3. Nie mam zaufania do "mężów opatrznościowych", pojawiających się nie wiadomo
skąd i deklarujących, że będą działać w naszym imieniu, w imię wyższych celów,
bo doświadczenie mi mówi, że albo są to ludzie a priori nieuczciwi, albo
szaleni.

Taka jest moja opinia, przekonanie. Można zarzucić mi PRYWATĘ (uzasadnienie
powyżej), że się mylę, ale PROSZĘ NIE ZARZUCAĆ MI NIEUCZCIWOŚCI, KŁAMSTWA.

To z grubsza tyle. A teraz kilka dodatkowych uwag do Pana, Panie Rejtanie:
1. Cham,a nie ham.
2. nie przypominam sobie, bym powiedział publicznie cokolwiek pod adresem
p.Danusi, tym bardziej obraźliwego. Powiedziałem natomiast, że zważywszy na
zaangażowanie i entuzjazm zgromadzonych, wybrany przez nich nowy zarząd ma
szansę osiągnąć sukces jedynie dzięki tzw. "szczęciu idioty"; fakt powinienem
powiedzieć dyletanta - lepiej brzmi.
3. by uciąć wszelkie dalsze plotki i domniemania - Janas jest od dwudziestu lat
moim bardzo serdecznym przyjacielem, studiowaliśmy razem w SGH (obaj
skończyliśmy), zjedliśmy razem beczkę soli, wypiliśmy beczkę wódki. Z tej też
racji mam do niego większe zaufanie niż do innych sąsiadów.
4. W przypadku niezrozumienia powyższego tekstu odsyłam do:
- Encyklopedia PWN
- Słownik Wyrazów Obcych PWN
- Słownik Poprawnej Polszczyzny PWN
- Słownik Języka Polskiego PWN
W przypadku trudności w dostępie - służę pomocą.
5. Zalecam napar z melisy, jak nie pomoże - Persen. Pomoże.

Pozdrawiam,
Robert Całka




Strona 2 z 4 • Wyszukano 131 wypowiedzi • 1, 2, 3, 4